Poznałem Mistrzowskie Klawisze. Profesjonalne. Bogate. Pełne barw.

Poznałem Mistrzowskie Klawisze. Profesjonalne. Bogate. Pełne barw.

Kiedy blisko półtora roku temu kupowałem nową klawiaturę, spełnieniem marzeń wydawał się model mechaniczny z brązowymi przełącznikami Cherry MX. Zdecydowanie więcej piszę, niż gram, stąd taki a nie inny wybór. Chodziło też o to, aby nauczyć się panować nad klawiaturą, której działanie jest kompletnie odmienne od membranowej.

Musiałem jednak brać pod uwagę osoby w moim otoczeniu, stąd wybór padł na Logitech G710+, sporych rozmiarów deskę z fabrycznie założonymi, wyciszającymi oringami. To model bogaty w różne funkcje i całkiem wygodny, jednak prawda jest taka, że ma się on nijak do przedmiotu dzisiejszej recenzji. CoolerMaster wypuścił bowiem produkt obłędny, który sprawił, że pisząc te słowa już na swojej klawiaturze, myślami wciąż powracam do aksamitnego dotyku jego klawiszy…

Historia, którą mam Wam do opowiedzenia, zaczęła się całkiem niewinnie. Blisko półtora miesiąca temu napisała do mnie redakcyjna koleżanka - otrzymała do testów “klawiaturę marzeń”. Zachwycając się nad materiałem, którym zostały pokryte klawisze, w ochach i achach stwierdziła w końcu: “musisz ją zrecenzować! Jest genialna! Zakochasz się!”. Gdy opisywała doznania z jej użytkowania, miałem pewną wizję tego modelu, jednak dopiero po tym jak dotarł do mnie kurier zrozumiałem, z czym mam do czynienia.

Produkt CoolerMaster to - pomimo słusznych rozmiarów - bardzo skromnie wyglądająca klawiatura. W sumie, wbrew pozorom, nie jest ona też zbyt szeroka, mieszcząc się na mojej 70 cm półce wraz z myszką znacznie lepiej niż konkurencja (zarówno mechaniczna, jak i niemechaniczna), często tracąca na fikuśnym kształcie. Napiszę więcej: na pierwszy rzut oka to po prostu zwyczajna deska z klawiszami. Czarna, bez żadnych szalonych kolorowych akcentów, jak np. pomarańczowy panel po lewej stronie G710+. Wszystkie klawisze są wykończone w ten charakterystyczny sposób, zapewniający matową powierzchnię i niesamowite wrażenie dotykania aksamitu. I fakt, łapie odciski palców jak ekipa Kryminalnych (ktoś w ogóle pamięta jeszcze ten serial?), ale jestem jej w stanie to wybaczyć.

Klawiszy nie ma zbyt wielu. W sumie, to możnaby powiedzieć, że jest pod tym względem dość biednie. Tak jak w G710+ uświadczymy aż 19 dodatkowych klawiszy (media, podświetlenie, banki pamięci, makra), w Masterkeys Pro L RGB poza podstawowymi nadprogramowe są jedynie... 4. Ukryte pod tajemniczymi oznadczeniami od P1 do P4, wpisują się w bryłę klawiatury dopełniając pustki nad blokiem numerycznym, zwykle przeznaczonej na 3 klasyczne diody -Locków. I to wszystko. Matowa czerń z białymi klawiszami. Masywna podstawa. Antypoślizgowe nóżki (także te podnoszące tył klawiatury). Tu nie ma miejsca na tanie fajerwerki.

Pierwsze wrażenie jest więc piorunujące. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia - i proszę, nie mówcie mojej narzeczonej, bo skłonna jest… też się zakochać i porzucić mnie dla klawiatury! Paradoks całej tej historii, o której zacząłem pisać wyżej, polegał na tym, że gdy zacząłem korzystać ze sprzętu CoolerMastera, nie mogłem przestać. Nie mogłem zabrać się za pisanie tej recenzji. Przez półtora miesiąca odwlekałem ten moment, i choć to nie wypada - nie mogłem przestać jej używać. Wreszcie, za sprawą tej samej redakcyjnej koleżanki, która klawiaturą tą mnie oczarowała, otrzeźwiałem. Tak oto spisuję tę recenzję, stukając już w klawisze mojego Logitecha, i jedynie patrzę z tęsknotą na leżącą przede mną klawiaturą, która wkrótce trafi do jakiegoś szczęśliwca, zwycięzcy konkursu, turnieju, giveaway’a…

Czy wspominałem już, że klawiatura ta ma tylko 4 dodatkowe przyciski? Producent - dotychczas kojarzący mi się jedynie z komputerowymi zasilaczami i układami chłodzenia - zastosował rozwiązanie znane z laptopów: klawisz FN i dodatkowe możliwości dostępne z poziomu klawiszy funkcyjnych. Do pełni funkcjonalności zestawu potrzebna jest jedynie dość lekka i silnie uproszczona aplikacja, w której ustawimy niemal wszystko - np. podświetlenie reagujące na dźwięki odtwarzane przez komputer. Choć prawdę powiedziawszy, znacznie więcej można zrobić na samym urządzeniu.

I tak czeka na nas m.in. mnożnik mechanizmu powtarzającego, pozwalający na działanie z prędkością od zwyczajnej do aż 8-krotnie przyspieszonej. Kupujecie monitor, który ma 144Hz zamiast standardowych 60Hz? Staracie się wykręcić te 144 klatki na sekundę, korzystając z technologii FreeSync lub G-Sync, zamiast standardowych dawien dawno 30 klatek? Oto jedno z zastosowań tego mechanizmu - a wierzcie mi, możliwości jakie daje (także piszącym!) jest więcej.

Zastosowany w klawiaturze 32-bitowy procesor ARM pozwala na naprawdę sporo. Standardem jest choćby próbkowanie z częstotliwością 1000 Hz. Nie ma problemów z korzystaniem z wielu klawiszy jednocześnie w obrębie całego zestawu. Choćbyście więc próbowali biegać jednocześnie rzucając wszystkie umiejętności w Heroes of the Storm czy Overwatchu, choćbyście rage’owali na chacie w World of Warcraft, czy starali się osiągnąć 600 APM micrując w StarCrafcie II, ta klawiatura nie polegnie.

Testowany przeze mnie model wyposażony był w przełączniki Cherry MX Red z przeźroczystą obudową, usprawniającą jednolite podświetlenie. Przez tę klawiaturę uświadomiłem sobie, jak potężny błąd uczyniłem wybierając przełączniki brązowe od Logitecha. Czerwień ponad wszystko! W dodatku, w wydaniu CoolerMastera, te klawisze chodzą po prostu nie tylko lżej, ale i nieporównywalnie ciszej pomimo zastosowania w mojej klawiaturze gumowych oringów!

Powiecie, że blisko 1,1 kg klawiatura to nie sprzęt przenośny, a tym samym - nie danaje się na LANy czy turnieje. Pomylilibyście się, i to mocno. Producent wyposażył ten zestaw w odłączany przewód micro-USB o długości 1,5 metra. Tak, koniec z łamaniem przewodu przy przenoszeniu klawiatury w plecaku, czy grzebania za PieCem, żeby odłączyć klawiaturę do czyszczenia. Czy może być lepiej?

Pewnie Was nie zaskoczę, ale to nie koniec. CoolerMaster do klawiatury dołącza szczypce do łatwego i bezpiecznego wyciągania klawiszy do czyszczenia lub wymiany. Makra można nagrywać i odtwarzać “w locie” z poziomu klawiszy funkcyjnych. Kolory można ustawiać w kilkustopniowej skali jasności dla każdego z nich z osobna (oczywiście mówimy o czerwonym, zielonym i niebieskim). Każdy z klawiszy podświetlany jest niezależnie. Dostępnych jest kilka predefiniowanych trybów zachowania podświetlenia. W skrócie: jest w czym przebierać.

Wreszcie, parę słów o wykorzystaniu tego urządzenia w praktyce. Pisało mi się na niej fantastycznie. Mam dziwną słabość do podświetlenia podążającego, które podświetla ostatnio naciśnięte klawisze, by po chwili je wygasić. Gra na niej to coś wspaniałego. Mówi się, że układ QWERTY jest stworzony, aby nie być ergonomicznym, jednak tu naprawdę zadbano o pozytywne wrażenia ze strony użytkownika. Klawisze się nie mylą, są idealnej wielkości, nie ślizgają się pod palcami i stabilnie opadają na przełączniku. Czułość na nacisk jest idealna, jak przystało na mechanika opartego na Cherry MX. Wygląd jedynie dopełnia całości.

Stąd choć przyznam się, że moje umiejętności gry nagle nie wzrosły: wyniki w HotSie i Overwatchu nie podskoczyły, nie przestałem nadal mylić skrótów odpowiedzialnych za budowę konkretnych budynków w SC2, i wreszcie - nie zacząłem nagle pisać szybciej - ta klawiatura sprawiła, że każda minuta spędzona przy komputerze była lepsza.

Poznałem Mistrzowskie Klawisze. Profesjonalne. Bogate. Pełne Barw. CoolerMaster Masterkeys Pro L RGB - klawiatura, za którą będę tęsknił i o której będę marzył jeszcze przez długi czas.



Sprzęt do recenzji dostarczył producent, właściciel marki CoolerMaster.

W recenzji wykorzystane zostały także materiały graficzne udostępnione przez Producenta.