Zagrania fair-play w Hearthstonie: Legenda, czy długo oczekiwany powrót?

Zagrania fair-play w Hearthstonie: Legenda, czy długo oczekiwany powrót?

Dobrze. Opowiem Ci teraz bajkę… Dawno, dawno temu, w zamierzchłych czasach, gdy na świecie panował pokój, nad którym czuwała wróżka, nazywana Fairyplay…

Zaraz, zaraz! Czy to naprawdę było już tak dawno, że prawie nikt tego nie pamięta? Czy to możliwe, żeby coś pozytywnego zaniknęło w tak nagły i nieprzewidziany sposób?

A może po prostu zagubiliśmy to coś, bo nie wszystkim na tym zależało? Brak nadziei jest równie zabójczy co zła wola. Ale posłuchaj dalej… I wtedy z zachodu nadleciał smok spowity w cień i zakradł się do dusz nielicznych, nakazując im służbę w swojej sprawie. A celem tej bestii było…

Nie, nie mogę tego słuchać. Ja wychodzę! Nie chcę już być częścią tej historii. Jest dla mnie zbyt przykra…

Naprawdę nie chcesz uczestniczyć w czymś, co sprawiało drżenie w twoim sercu? Przy czym spędziłeś noce, zamiast odpoczywać?

Obdarzyłem zbyt dużym zaufaniem te radosne chwile. Myślałem, że będą trwały wiecznie… A teraz? Smok przechadza się wśród nas i, brzydal, korzysta z naszego szczęścia!

W takim razie zostań Rycerzem. Walcz z tym smokiem, a jeśli będzie trzeba, poświęć życie tej walce.

Myślisz, że jestem odpowiedni do tej roli?

Myślę, że jesteś gotów. Jeśli nie Ty, to kto?

Czy znasz kogoś, kto odszedł od Hearthstone’a ze względu na własne negatywne podejście, na znudzenie nie tyle co tą grą, a całokształtem rzutującym na scenę tej gry i nastrój panujący wśród graczy?

No właśnie, przyznam Ci się, że sam dwa razy próbowałem się od niej odciąć. To proste. „Pyłujesz” swoje epiki i legendy, po czym niszczysz ten pył. Potem nic nie ciągnie już do tej gry. Ale jest coś, co pozwala i tak do niej wrócić. Jak myślisz, co to może być?

Nie, nie jest to ambicja. Ona nie pozwoliłaby na poprzednie dwa kroki. Nie jest to też wrodzone kolekcjonerstwo ze względu na tę samą przyczynę. W rzeczywistości tym, co sprawiło, że trwam w społeczności HSa, jest SAMA SPOŁECZNOŚĆ. Granie z ludźmi jest ciekawsze niż z przeciwnikami w sieci, mimo że to tak samo osoby. Jest jedna różnica – tego nie widać. Dlatego preferuję prawdziwe turnieje nad wirtualne potyczki. Bo tam można wymienić myśli, będąc twarzą w twarz z sąsiadem, zawiązać znajomości, może nawet przyjaźnie. To Ci nie grozi w sieci! Więc, jeśli koniecznie chcesz tego uniknąć, musisz być sam bądź sama, z osobistego powodu, pozostań na łączu. Ale bądź czujny/czujna! Jeśli tylko zadrga w Twojej duszy potrzeba bycia zrozumianym i docenionym za swoje zainteresowanie, przyjdź. Nie zwlekaj!

Gdy zaczynałem grać w HSa, społeczność tej gry była nieco inna. Inaczej się grało. Inne zasady obowiązywały w drabince rankingowej – nie było stałych miejsc poza które nie dało się spaść (oprócz „Legendy”). Obowiązywały też inne zasady gry, promujące „kombo” decki, choć i wtedy pojawiały się szybkie talie. Jednak dostęp do informacji był na tyle niewielki i niekompletny, że nie każdy jeszcze potrafił nazwać, a co dopiero złożyć odpowiednie talie. Wydaje mi się, że ma to pewne konsekwencje w nastrojach graczy, ale nie to jest istotne.

Ostatnio narasta pewien "flejm", który jest ciężko opanować. Graczy dobrych, a przynajmniej tych posiadających „niezłe” talie, jest coraz więcej, gra się coraz trudniej. Ambicje są większe niż kiedyś, bo spory odsetek osób spróbował przebić się do wysokiego miejsca w rankingu. To daje nadzieję oraz pragnienie zwyciężania, a w dalszej konsekwencji rodzi frustrację. A jednak nie to jest najistotniejsze, gdyż z tym polemizować się nie da, nie można tego cofnąć, ani nie można było w jakikolwiek sposób pominąć. Gorsze jest to, że zatracamy gdzieś szczerą radość, którą odczuwaliśmy nawet przegrywając, a która cechuje genialnych sportowców i prawdziwych fanów gier. Ale nie to dalej jest najgorsze! Z tym też czasami nie da się wygrać. Wypalenie przychodzi nawet na mistrzów, czego przykładem jest Lifecoach. W takiej sytuacji nie ma co się do czegokolwiek zmuszać, bo to nie życie, a jedynie forma zabawy.



Co w takim razie jest najbardziej mroczne? Skąd smok czerpie najwięcej siły? Z braku zrozumienia – tej osoby po drugiej stronie. Często zapominamy, że słowem i gestem (a w przypadku Hearthstone’a także emotką) możemy zranić kogoś tak samo dotkliwie, jak Ostrzem Mrozu. No i tak samo jak w przypadku tego miecza, gdy zabieramy coś innym, ten gest prędzej czy później wypłynie na wierzch w postaci podobnej reakcji, może nawet trzy razy silniej…

A gdybyśmy tak cofnęli się w czasie? Co byśmy ujrzeli? Jeszcze niecałe parę lat temu nadużywanie emotek nie było zbyt częste. Niewielka była również ilość zaproszeń do znajomości, wysyłanych wyłącznie w celu zbluzgania przeciwnika. Nie obawiałem się wtedy przyjęcia znajomości, a wręcz się cieszyłem, że komuś może spodobała się moja gra – na tyle, że mnie zaprasza. Mam wrażenie, że duch fair-play był wtedy silniejszy. Zobaczcie na ten przykład:(18:27)

Obejrzyjcie fragment tej partii. Kolento ma tam w pewnym momencie lethal. Jak reaguje przeciwnik? Nie poddaje się i nie rzuca Hearthstone’a na 10 minut, ale daje się wciągnąć w zabawę kartami i sytuacją na stole. No właśnie. Kto to jeszcze potrafi?

Kolejny, nawet bardziej radykalny przykład z trochę mniej odległej przeszłości:

Savjz gra kontrolny matchup szamanem przeciwko priestowi. Obydwaj gracze mają w swoich decklistach Yogga. Dochodzi do Yogg-fiesty, w której gracze zagrywają Yogga za Yoggiem, w pewnym momencie Savjz mówi: „I don’t even care if I lose” i rzuca kolejnego. W końcu dochodzi do dramatycznej sytuacji – przeciwnik mając wygraną, rzuca ostatnią kopię tej karty. On się wkręcił! Dał się ponieść fali pozytywnych emocji i nie zależy mu już tak bardzo na wygranej, co dobrej zabawie. I przegrywa, co zupełnie nie ma znaczenia.

Wróćmy jeszcze na chwilę do ogólnego nastroju w grze. Na pewno budują go pozytywni streamerzy, pokazując młodym graczom, jak można cieszyć się grą. Jest ich bardzo wielu, większość z nich zazwyczaj nie smęci, bo od tego w sumie zależy oglądalność ich kanału, ale możliwe że po prostu SĄ POZYTYWNI. No właśnie. Kto może obronić społeczność przed atakiem ze strony osób o negatywnym podejściu? Oczywiście, osoby obdarzone dobrą wolą. Każda z tych osób, nie jedna, czy dwie, ale przynajmniej większość (choć tak naprawdę przydałoby się, aby każdy o odpowiednim powołaniu szedł po prostu za nim i nie oglądał się wstecz).

Na koniec trochę więcej moralizatorstwa oraz podsumowanie.

Jeśli podoba Ci się gra, ale jeszcze nie próbowałeś/aś turnieju, nie wahaj się! Naprawdę warto – to wesoła i sympatyczna społeczność. Szczerze? Uważałbym, że to strata czasu, gdyby nie było turniejów, na których można by się było spotkać. I nie trzeba być mistrzem, aby móc się realizować w Hearthstonie i czerpać radość z uczestnictwa w tej przygodzie. Stań do Wielkiego Turnieju i zostań Rycerzem Hearthstone’a!