Bułatem po próżni – felieton-recenzja myszy dla graczy MOBA i MMO

Bułatem po próżni – felieton-recenzja myszy dla graczy MOBA i MMO

Jeżdżąc codziennie do pracy, obserwuję ciągłe zmiany w moim otoczeniu. Trasę zaczynam na rzadko zabudowanym osiedlu z drogą gruntową, gdzie każdy zna każdego. Rozumiecie, klasyka małych społeczności. Dalej skręcam w gminną asfaltówkę, chwilę później wpadającą w drogę powiatową. Tak oto trafiam do ścisłego centrum blisko 10-tysięcznej miejscowości bez praw miejskich. Formalnie wsi, tylko czy coś z taką liczbą mieszkańców można nazwać wioską? Na całe szczęście, natura próżni nie lubi – nazwa „miejscowość” pasuje tu wręcz perfekcyjnie.

Prawdę powiedziawszy, moje osiedle jest aktualnie jednym z ostatnich, gdzie panuje zasada powszechnej znajomości. Nie, ludzie się nie wyprowadzają do miasta – wręcz przeciwnie. Zasiedlają kolejne deweloperskie potworki, „zielony przytułek”, „siedliszcze dąbrówki”, „spokojne zalesie” i im podobne zamknięte przestrzenie pełne leżących bloków. I tak ludzie odgradzają się od siebie murami, płotami, a mieszkańcy szeregowców nie mają pojęcia, kto mieszka za ich cienką ścianką z gips-kartonu. Ale... natura nie lubi pustki. Miejsce wiejskiej społeczności przejmuje Internet i tamtejsze grupy „Sprzedam / Kupię / Wypożyczę” czy inne im podobne. Ludzi rozmawiających ze sobą przy płocie, czy biegnących grupą dzieciaków, pędzących na złamanie karku byle nie spóźnić się na pierwszy dzwonek praktycznie już nie widać. Pozostał jedynie relikt przeszłości: pan na krzesełku ustawionym na chodniku przed domem, obserwujący leniwy ruch aut w korku.

Parafrazując klasyka: „mysz, jaka jest, każdy widzi”: czujnik, rolka, dwa przyciski.

To zresztą nie jedyny przykład walki natury z równowagą, z pustką braku zmiany. Mógłbym przez to tak z Wami jechać do mojej pracy w nieskończoność, choć trasa ta zajmuje jedynie kwadrans. Sytuacja wymaga jednak ode mnie, bym w końcu zaczął pisać o tym, czego tak naprawdę tyczyć ma się ten tekst. O rynku i jednym z jego najnowszych tworów, dopracowanej edycji całkiem udanego, niszowego produktu.

Wierzcie lub nie, rynek i natura mają wiele wspólnego. Choćby fakt, że żadne z nich za próżnią nie przepada. Niczym w naturze, gdy tylko czegoś brakuje, znajdzie się jeden z drugim, co wpadną na pomysł, jak to załatać. Choćby nie wiem jak się starali, nie stworzą oni jednak produktu tak idealnego, aby nie powstała kolejna nisza dla kogoś innego. To takie błędne koło. Scimitar Pro, mysz komputerowa produkcji Corsair dedykowana miłośnikom MOBA i MMO to produkt takiego właśnie typu: wypełniający pustkę, której jeszcze niedawno nie było.

Ilu z nas wszystkich, chwalących się mianem PCMR, dzień w dzień kręci procesor z odblokowanym mnożnikiem i najlepszą na rynku kartę graficzną do granic ich możliwości?

Parafrazując klasyka: „mysz, jaka jest, każdy widzi”: czujnik, rolka, dwa przyciski. Przyznacie, że przeciętnemu Kowalskiemu wystarczyłoby to w zupełności, prawda? Jednak gracza przeciętnym Kowalskim nazwać nie wolno! Jego gryzoń musi być wyjątkowy: świecić i mrugać, zmieniać czułość i nagrywać makra, a najlepiej parzyć kawę, by nocne raidy w WoWie mogły trwać w nieskończoność. Mysz prawdziwego gracza powinna umożliwiać rzeczy, z których nikt poza nim samym nie skorzysta, zaś on sam wiele z nich zastosuje jedynie od czasu do czasu dla szpanu przed kolegami.

Nie przeczę, że komuś te bajery mogą się przydać; że ktoś może zrobić z nich naprawdę dobry użytek. Jednak powiedzcie szczerze, starzy PCtowi wyjadacze: czy na co dzień korzystacie ze wszystkiego, co umożliwia Wam zakupiony sprzęt? Ilu z nas wszystkich, chwalących się mianem PCMR, dzień w dzień kręci procesor z odblokowanym mnożnikiem i najlepszą na rynku kartę graficzną do granic ich możliwości? Kto z nas wprowadza własne timingi dla kości RAM i skryptuje każdą czynność w systemie, w wolnym czasie ustawiając nietuzinkowe efekty świetlne na klawiaturze? Ten, kto ze swoich wypasionych słuchawek nasłuchuje skalibrowanego, trójwymiarowego dźwięku, lub wprowadza w życie magicznie skomponowane makra dla dodatkowych przycisków myszy, niech pierwszy rzuci kamień!

Wiem, rozumiem. Część z Was na pewno odpowie twierdząco na parę z powyższych pytań, ale wierzcie mi: większością nie będziecie. Ale jednak rynek, niczym natura, próżni nie lubi. Dlatego też wszystkie te możliwości są i będą dla Was dostępne.

Scimitar Pro, jako następca dobrze przyjętego modelu Scimitar, perfekcyjnie wpasowuje się w niszę myszy dla graczy MMO. Pamiętacie jednak, o czym pisałem na początku odnośnie natury, rynku i próżni? Znalazł się tu w marketingu taki jeden z drugim, którzy stwierdzili, że do tej samej grupy odbiorców należy dopisać miłośników MOBA. Jakby nie patrzeć, 14 dodatkowych, programowalnych klawiszy wydaje się naprawdę świetnym rozwiązaniem do WoWa, ale optymalne zastosowanie ich w HotSie? Na pierwszy rzut oka wydaje się graniczyć z cudem. Czym jednak byłaby opinia na podstawie samego obrazka na pudełku?

już byłem gotów wystawić czerwoną kartkę producentowi, gdy z pomocą przyszedł jeden z wpisów na forum społeczności: „Nie wyłączaj, lecz usuń profil domyślny!” Faktycznie, zadziałało.

W tym momencie powinniście się spodziewać metodyki testów i dziesiątek tabelek z ich wynikami. Wiecie, akceleracja (lub jej brak), czułość i szybkość czujnika, a niekiedy i czasy reakcji przycisków czy głośność kliknięcia… Jeśli szukacie tego w tej recenzji, to najwyższa pora, aby zdradzić Wam sekret: testując te parametry nie napisałbym dla Was niczego odkrywczego ponad to, że „mysz jest zgodna ze specyfikacją”. Pozostawię te kwestie serwisom technologicznym, które trzaskają takich artykułów po kilka w tygodniu. Co w takim razie znajdziecie poniżej? Subiektywną opinię casualowego gracza. Takiego, jak Wy, parę godzin dziennie odpoczywającego przy ulubionych tytułach Blizzarda. Czy taka forma informacji okaże się dla Was przydatna przy podejmowaniu decyzji o zakupie gryzonia? Przekonajmy się!

Zacznę jednak dość klasycznie: od unboxingu. Warto tu zaznaczyć, że podobnie jak poprzedniczka, Scimitar Pro zapakowana jest pieczołowicie w dobrze zabezpieczający ją kartonik. Charakteryzującej produkty z niższej i średniej półki samodzielnej plastikowej wytłoczki tutaj nie uświadczycie. Skupmy się jednak na clue, czyli uwolnieniu współczesnego oręża polskich janczarów* i skrytego u jego boku klucza.

Gryzoń Corsaira przy pierwszym kontakcie wydaje się być dość masywny. To zresztą żadne złudzenie, lecz blisko 150 gramów żywej wagi. To niemal tyle, ile waży 5-calowy telefon. W dodatku, w modelu Scimitar Pro nie ma możliwości wpływu na ten parametr, będący prawdopodobnie zasługą usztywniającego konstrukcję aluminium, widocznego m.in. wokół podrasowanego względem poprzednika sensora optycznego (Scimitar: 100-12000 DPI, Scimitar Pro: 1-16000 DPI - to robi wrażenie). Z lewej strony znajduje się przesuwany z wykorzystaniem dedykowanego kluczyka panel z dwunastoma przyciskami, także osadzony na aluminiowej osłonie. Samo poruszanie nim to tylko jedna z trzech przewidzianych przez producenta metod personalizacji urządzenia; drugą z nich jest wymiana ślizgaczy z wykorzystaniem ułatwiających to zagłębień; trzecią – konfiguracja zachowania gryzonia korzystając z dedykowanej aplikacji CUE (Corsair Utility Engine).

Wyobraźcie sobie, że używając tej myszy da się nawet całkiem wygodnie chodzić - choć zdecydowanie nie jest to rozwiązanie turniejowe.

W momencie wpięcia do portu USB, mysz rozbłyśnie na Waszych oczach feerią barw. Liczba opcji konfiguracyjnych jest spora. Na tle innych tego typu softów, CUE nie wypada źle, ba, powiedziałbym że jest jednym z wygodniejszych, choć w dalszym ciągu intuicyjność i optymalizacja kuleją. Kilkukrotne crashe i brak dobrego wsparcia w postaci szczegółowej instrukcji nastrajają odrobinę negatywnie. Nie ma jednak tego złego! Po krótkim wdrożeniu stworzyłem swój pierwszy config. Wówczas zamknąłem okienko, by rozegrać pierwszy mecz w Heroesach. I nic z tego nie wyszło. Natychmiast po wyjściu z CUE mysz wróciła do stanu początkowego. Zmiana kolejności profili w żaden sposób nie wpływała na to zachowanie, i już byłem gotów wystawić czerwoną kartkę producentowi, gdy z pomocą przyszedł jeden z wpisów na forum społeczności: „Nie wyłączaj, lecz usuń profil domyślny!”. Faktycznie, zadziałało. Rozumiecie więc już o co chodzi z tą intuicyjnością?

Drugi problem pojawił się już w trakcie samej rozgrywki. Mysz aż prosi się o trzymanie całą dłonią, zachęcając do tego licznymi profilowaniami, rozmiarem i samą masą. Jak jednak wówczas wciskać przyciski na lewym panelu? Choćbym nie wiem jak się starał, wygodny dostęp przy tym chwycie miałem jedynie do 4, może 6 przycisków. Z pomocą przychodzi uchwyt typu „claw grip”, w którym udało mi się korzystać kciukiem z 9 bocznych klawiszy. Rzecz w tym, że mój nadgarstek cierpiał katusze, starając się dynamicznie suwać tym blisko 150 gramowym szczurzyskiem.

Corsair Scimitar Pro to nie mysz komputerowa. To szczur. Wielki, sprytny szczur, nazwany na cześć szalenie skutecznej broni, wykonanej z najlepszej – damasceńskiej – stali.

Po paru próbach, okiełznałem jednak i oprogramowanie, i sposób trzymania. Wykalibrowałem sensor do wykorzystywanej podkładki (zarówno olbrzymiej Corsair MM200 Extended, jak i zdecydowanie mniejszej SteelSeries QcK mini). Z wykorzystaniem wbudowanych w mysz trzech slotów pamięci stworzyłem profile dla HotSa, Overwatcha i… korekty tekstów. To ostatnie może wydać się Wam zabawne, ale wprowadzenie najczęściej dokonywanych poprawek na blok przycisków, bardzo pozytywnie wpłynęło na szybkość mojej pracy. Przyznam, że w międzyczasie chciałem pójść troszkę na łatwiznę i zaimportować profile przygotowane przez społeczność właśnie dla Ow i HotSa. Nie skorzystałem z żadnego z nich, mimo dostępności z poziomu oprogramowania, bowiem zwyczajnie one nie działają. Zdaje się, że producent nie przewidział żadnych własnych profili predefiniowanych (poza tymi umieszczonymi domyślnie w pamięci gryzonia, obejmującymi tak zaawansowane czynności gamerskie jak kopiowanie czy wklejanie [sic!]), zaś społeczność najwyraźniej zaspała lub nie chce chwalić się swoimi najskuteczniejszymi konfiguracjami.

Większość czasu spędzonego z gryzoniem Corsaira spędziłem w Heroes of the Storm. Precyzja myszki jest zdecydowanie jedną z jej największych zalet, jednak wciskanie na zmianę przycisków pod kciukiem i palcem wskazującym kompletnie się nie sprawdziło. Podstawowe umiejętności pozostały więc na klawiaturze, a bułat spod pirackiej bandery pozostał odpowiedzialny za przywoływanie wierzchowca, wyświetlanie tabeli wyników, czy przycisk push-to-talk. I w takiej roli sprawdził się całkiem nieźle. Zmiana czułości w trakcie rozgrywki nie była może tak przydatna jak w grach z postaciami snajpera, ale i tutaj znajdowała zastosowanie przy niektórych postaciach wymagających większej precyzji.

Overwatch. Dla wielu to będzie słowo klucz. Mysz MMO/MOBA w FPSie? Naprawdę? Czy to może zadziałać? Podobnie jak w HotSie, nie udało mi się wykorzystać wszystkich 12 klawiszy**. Te dostępne w najwygodniejszy sposób posłużyły za przełącznik na tryb snajperski (świetna funkcja drastycznie zmniejszająca na chwilę czułość myszy, idealny do rozgrywki nie tylko Wdową czy Aną, ale i McCree), push-to-talk i backup przycisków umiejętności. Wyobraźcie sobie, że używając tej myszy da się nawet całkiem wygodnie chodzić - choć zdecydowanie nie jest to rozwiązanie turniejowe. Niestety, to wszystko nie przyćmiło głównej wady w postaci masy i związanego z nią zmęczenia mojego nadgarstka.

Doskonały feedback mechanicznych przycisków i niezawodna praca na różnych powierzchniach dopełniają obrazu całości.

Wreszcie, docieramy do ostatniego testu: zastosowania jako myszy biurowej. Znaki specjalne, diakrytyczne, wycinanie, wklejanie, dwa rodzaje zrzutów ekranu, cofanie i przywracanie. Pod tym względem Scimitar Pro sprawdził się zaskakująco dobrze. Edycja treści z jej wykorzystaniem nie wymagała niemal żadnej ingerencji z użyciem klawiatury, co uważam za bardzo duże ułatwienie pracy. Tryb snajperski przydał się przy precyzyjnych oznaczeniach na grafikach. Doskonały feedback mechanicznych przycisków i niezawodna praca na różnych powierzchniach dopełniają obrazu całości. Prawdę mówiąc, do tego typu pracy najchętniej już teraz przerzuciłbym się na stałe na tego gryzonia.

Corsair Scimitar Pro to nie mysz komputerowa. To szczur. Wielki, sprytny szczur, nazwany na cześć szalenie skutecznej broni, wykonanej z najlepszej – damasceńskiej – stali. Szczur, będący wynikiem naturalnej mutacji, mającej zapełnić znienawidzoną przez naturę i rynek pustkę. Jakość jego wykonania jest wspaniała, choć nie można tego samego powiedzieć o oprogramowaniu. Potencjalna funkcjonalność jest ogromna, pomimo ograniczeń wynikających z rozmiarów i masy urządzenia. Ten pełen sprzeczności gryzoń równie dobrze sprawdziłby się w WoWie, co w pracy redakcyjnej. Jego zastosowanie w Heroes of the Storm, czy pełnym umiejętności FPSie jakim jest Overwatch, nie pozwala jednak na uwolnienie jego pełnego potencjału. A jest on spory, podobnie jak popyt na rynku akcesoriów MMO i MOBA, na który jest on przeznaczony.


Egzemplarz do testów dostarczył producent:

Corsair


______
* en. scimitar = pl. bułat - zakrzywiona szabla tureckiego pochodzenia, z najwyższej jakości stali, stosowany m.in. przez polskich janczarów, ale i przypominający kształtem stereotypowy oręż piracki
**Nie próbowałem tworzenia konfiguracji dla pojedynczej postaci, zakładając, że większość z Was gra w więcej niż jeden tytuł, więcej niż jedną postacią, i uniwersalność jest tu kluczem do sukcesu.

Zdjęcia: Krzysztof „NoiRioN” Borowiak

Grafiki wykonane w oparciu o materiały prasowe i inne zasoby udostępnione przez firmę Corsair.