Miesiąc temu Heron zmienił moje życie – prawdziwa historia!

Miesiąc temu Heron zmienił moje życie – prawdziwa historia!

Miesiąc temu moje życie się zmieniło. Mój pogląd na to, czym jest jeden z podstawowych komponentów pozwalających na kontrolowanie mojego komputera całkowicie się odmienił. Trust Heron zamiótł wszystko. Żałuję tylko jednego...

GXT 170 to warta blisko dwóch stówek myszka przeznaczona dla graczy. Pudełko i ogólny design sprawiają dość pozytywne pierwsze wrażenie, szczególnie biorąc pod uwagę cenę. Nie ukrywajmy, produkty dla graczy nie rozpieszczają dziś portfeli tych ostatnich. Kwota, której życzy sobie Trust wydaje się więc nie być wygórowana.

Po otwarciu pudełka ukazuje nam się sporych rozmiarów, ciemno-grafitowy gryzoń, wzbogacony o liczne pręgi i przecięcia, przywodzące na myśl popękane dno wyschniętego koryta rzeki. Dodatkowe, półprzejrzyste elementy wpisują się w ten projekt, częściowo odcinając rdzeń od górnej części myszy. Tworzywo, z którego całość wykonano sprawia naprawdę pozytywne wrażenie – jest chropowate, dobrze leży w dłoni i nie powoduje pozostawiania, jakże irytujących, odcisków palców. Wrażenie psuje tylko jedno: spasowanie elementów. Tu wyraźnie coś poszło nie tak.

Dotychczas korzystałem z myszy w różnym zakresie cenowym – od takich za 10 zł z marketu, przez biznesowe modele za 30-120 zł, po szalone konstrukcje dla profesjonalnych gamerów coraz bliżej magicznej bariery 1000 zł. Jako dziecko miałem też do czynienia z trackballami, jednak było to tak dawno, że prawdę powiedziawszy pamiętam tylko, że „kulanie” sprawiało mi wówczas naprawdę sporą frajdę. Nigdy jednak nie przytrafił mi się przypadek myszy, której boczne panele pod obciążeniem… skrzypią. Czy jest to wina zastosowanego tworzywa, czy sposobu ich połączenia, ciężko ocenić. I choć nie jest to jakaś znacząca wada, trochę psuje ogólny efekt. Na pocieszenie jednak, producent dołączył do pudełka naklejkę. W erze, gdy SteelSeries przestaje o to dbać, jest to dość miły akcent.

Po podłączeniu, Heron praktycznie od razu był gotów do pracy. Ze swoimi sześcioma przyciskami w domyślnej konfiguracji (LPM, ŚPM z rolką, PPM, Cofnij, Dalej, Zmień DPI) gotów był do odbijania Numbani oraz walk o sektor Korhalu. Jednak, by ujarzmić moc skrytą w tym gryzoniu, konieczna była instalacja odpowiedniego oprogramowania: TRUST GAMING. Jak każde inne, charakteryzuje się ono nieco agresywnym interfejsem, który jednak, w przeciwieństwie do rozwiązań Razera i Corsaira, okazał się bardzo przystępny. Wysoka responsywność tego rozwiązania pozytywnie mnie zaskoczyła – zostawiając w tyle konkurencję. Faeria barw, z którą można obudzić gryzonia do życia, to kolejny jego atut. Świetnie!

Technikalia GXT 170 przedstawiają się następująco: sensor optyczny o czułości od 500 do 7.000 DPI, pozwalający na zeskanowanie do 80 cali na sekundę, próbkowanie na poziomie od 125 do 1000 Hz oraz akceleracja do 20G. Całość dostosowana dla praworęcznych preferujących palm- i clawgrip, wyposażona w 180 cm gumowany przewód, bez dodatkowego oplotu. Umiarkowanie szybkie teflonowe ślizgacze na mojej podkładce SteelSeries QcK Mini pozwalały na dobrą kontrolę przy średnich ustawieniach czułości i wyłączonej akceleracji. Wszystko to z dedykacją do tytułów RTS i FPS – StarCraft i Overwatch pełną gębą.

Jak wszystko to sprawdziło się w trakcie rozgrywki? Mysz dobrze leży w dłoni, a LPM oraz PPM stawiają stanowczy opór, zdecydowanie silniejszy niż w Roccat Kone Pure. Choć nie sprzyja to szybkiemu klikaniu, zapewnia bardzo dobry feedback zarówno kinestetyczny jak i słuchowy – kliknięcie jest bardzo wyraźne. W szczególności odczuwalne jest to w Overwatchu, w którym w zależności od postaci, operowanie przyciskami myszy przeważnie nie polega na ciągłym, wręcz rytmicznym klikaniu ze sporą częstotliwością, charakterystycznym dla RTSów. Wspomnianego wcześniej skrzypienia w trakcie samej rozgrywki nie doświadczyłem, choć mogło to wynikać z faktu, że na ten czas korzystałem ze słuchawek.

Podsumowując, w tej cenie jest to naprawdę dobry produkt. Przyznaję, że moje wymagania nie były tak wysokie, jak w przypadku sprzętu za dwu- lub nawet trzykrotnie wyższą kwotę, jednak to było jedynie jednym z wielu czynników, które wpłynęły na moje pozytywne zaskoczenie. Zresztą, nie spodziewałem się po Heronie zbyt wiele. Ot, kolejna błyskotka, o całkowicie zwyczajnych możliwościach. To jednak okazało się nie oddawać sedna sprawy, bowiem te całkowicie normalne funkcje, te kompletnie standardowe w sprzęcie gamingowym komponenty, świetnie ze sobą współgrają. Responsywne oprogramowanie, nie przesadzona liczba przycisków i dobrze działający sensor... właśnie te cechy GXT 170 zmieniły coś w moim życiu. Znów uwierzyłem w sprzęt ze średniej półki. I choć sam dla siebie szukałbym pewnie sprzętu nieco wyższej klasy*, to w sumie, czego więcej miałby potrzebować typowy domowy gracz?

Na ostatnie pytanie odpowiedzi będziecie mogli już wkrótce odpowiedzieć sami! W związku z premierą StarCraft: Remastered szykujemy dla Was nowe niespodzianki. Koniecznie zaglądajcie na nasze profile na Twitchu oraz Facebooku – więcej informacji już wkrótce!


Egzemplarz do testów dostarczył producent:


______
* - Gdyby Heron naprawdę całkowicie odmienił moje życie, przerzuciłbym się na niego bez dyskusji. Tak jednak nie było. I tego właśnie żałuję.

Zdjęcia: Julia „Tauriel” Baczyńska

Grafiki wykonane w oparciu o materiały prasowe i inne zasoby udostępnione przez firmę Trust.