Historie Azeroth - #0 - Prolog

Historie Azeroth - #0 - Prolog

...czyli spotkanie byłej pary mające na celu uratowanie wszechświata.


Seria Fanfików, opowiadających historie świata Warcrafta. Prolog jest to tylko ukazanie postaci w tej mini-opowieści. Jeśli interesuje cię tylko historia tego świata: od następnego rozdziału rozpoczyna się właściwe lore. Podoba się? Zostaw "lajka" bądź komentarz. Każdy feedback będzie doceniony! :>


W Dalaranie trwa wrzawa. Arcymag Khadgar, nasz już wiekowy czarodziej zarządził pełną mobilizację miasta. Coś o przenoszeniu było słychać, jakiś kondensatorach many i kiepskiej gnomskiej inżynierii… no i ja ci tu mówię, panocku, takiego pospolitego ruszenia nie widziałem od czasów ostatniego Noblegardenu! - Powiedział karczmarz oberży zwanej Tawerną Słonego Żeglarza, przecierając jeden z świeżo zwróconych kufli wątpliwej kondycji. Ten przybytek, wiecznie pełny w godzinach wieczornych, pękał w szwach. Przechodzone dębowe stoliki, ewidentnie klejone jakimś klejem od tutejszych goblinów, wręcz uginały się pod ilością jadła, trunków i masy plansz do Hearthstone, a kelnerki, głównie Elfki wszelkiej maści, kręciły namiętnie swoimi atutami, namawiając piratów na zakup kolejnego kufla piwa bądź dania napiwku dla ciężko pracujących dam…

  • Mówię ci, Caineghisie! Coś szykuje się grubego. Podobnież Sunreaverzy zostali ponownie przyjęci do Dalaranu, co oznacza powrót Hordy do łask. Nie wiem, co doprowadziło do detronizacji Jainy Proudmoore, ale teraz bukmacherka w kanałach się tak rozwinieee…
  • Nie wiem z czego ty się cieszysz, przecież otwarcie Dalaranu oznacza reaktywacje starego Salonu Kuglarzy a to dla Ciebie bardzo mocna konkurencja, szczególnie że teraz większość ludzi ma przestawione Kamienie Domowe właśnie na Podbrzusze.
  • Wilczku mój drogi… Nie godoj tyle, znasz się na konkurencji tak samo jak na obróbce skór…
  • Nie zaczynaj nawet…
  • Już milczę. Jak grób!

Karczmarz roześmiał się głośno, idąc w stronę swoich klientów ewidentnie próbujących coś przeskrobać z wykorzystaniem rozbitej butelki rumu. Wyraźnie widać, że ten puszysty i rudy krasnolud z bujną brodą uwielbia swoją pracę, co ukazało się w momencie gdy jednym celnym ciosem znokautował awanturującego się jegomościa i wyrzucił za drzwi jego nieprzytomne ciało, wprost w stos wyłowionych ryb. Przy jego nastroju, Caineghis wydawał się całkowitą odwrotnością. Był to dość ponury człowiek średniego wzrostu, o potężnej budowie ciała, odziany w zbroję kompozytową złożoną z głownie kolczug z płytami stalowymi u podstaw, przewleczone czarną skórą i dużą ilością łatwo dostępnych zaczepów, pozwalających na łatwe i samodzielne zdejmowanie, lub tez zakładanie, tejże zbroi. Posiadał tez bardzo dużo elastycznych części na łączeniach, pozwalających na rozszerzanie się owego rynsztunku do naprawdę nienaturalnych rozmiarów. Zastosowanie tego jest zaskakująco proste, o dziwo…
Caineghis Daemoon był Worgenem.
Jego ciemne oczy, skierowały się w stronę wchodzącej do przybytku Wysokiej Elfki. Jej niebieskie, iluminujące oczy prawie natychmiastowo odszukały Wilczka. Caineghis był potocznie nazywany "Wilkiem" praktycznie wszędzie… tylko nikt nie wie czemu, nie licząc oczywiście faktu bycia przeklętym lykantropią. Wracając do nowo przybyłej kobiety, zgrabnym krokiem ruszyła w jego stronę, skręcając po drodze na schody i kiwając mu porozumiewawczo, praktycznie nakazując mu śledzenie jej.
Cóż… poniekąd był on psem więc jak wierny szczeniaczek poszedł za nią, zabierając ze sobą swój kufel rumu…

Drugie piętro, o dziwo, było znacznie mniej zapchane. Przyczyna była prosta: były to stoły luksusowe, jeśli można określić je luksusem. Po prostu nie były klejone i miały mniej pęknięć. A jak wszyscy wiemy, za jakość trzeba płacić więc piraci bez choćby odrobiny złota w sakiewce nie zapędzali się tutaj. Rudowłosa elfka usiadła przy stoliku obok kominka, wyciągając z torby ogrom książek, od Mitów Powstania Azeroth po wszelakie kroniki historyczne. Głównie nawiązujące co do Płonącego Legionu...

  • Cainesiu misiu, co ty taki nie w humorze...
  • Hmrhr…
  • Nie mówię po wilczemu, mógłbyś wspólnym?

Cain spojrzał na swoją towarzyszkę wzrokiem pełnym wyrzutów i… czyżby przejęcia?

  • To wszystko co mi masz do powiedzenia, Shaulen? Nie widziałem cię rok, tęskniłem jak cholera a ty tylko “Co ty taki nie w humorze?”
  • Oj no wiesz… Trzeba było sie nie pisać na Draenor…
  • ...a ty na studia w Pandarii.
  • Równouprawnienie! Kobiety też moją się kształcić i mieć swoje przygody! - oburzyła się czarodziejka, gniewnie odgarniając włosy z czoła. Shaulen Saissore, jedna z dwóch praktycznie legendarnych już sióstr Saissore, była czarodziejką specjalizująca się w arkanach magii tajemnej. Miała głębokie, niebieskie oczy, w których widać było małe iskierki siły magicznej i długie, rdzawe włosy. Pełnię uroku posiada jej uśmiech, niesamowicie wręcz piękny, nawet jak na standardy elfickie. Odziana była w prostą fioletową szatę, typową dla Magów z Kirin Toru, wśród których była nauczycielką historii wewnątrz Dalaran Academy we Violet Hold…
  • Taaa… Twoja siostra chciała mnie zabić a ty nawet palcem nie kiwnełaś…
  • Co ma Marlent do tego?
  • Wszystko? To twoja siostra-bliźniaczka! Gdyby, no, nie była Rycerzem Śmierci tylko czarodziejką, odniósłbym wrażenie że to ty chcesz mnie zabić…
  • Marudzisz. Wiesz przecież że by tego nie zrobiła.
  • Nie powiedziałbym… ostatnio jak ją widziałem w Nagrandzie była całkiem zdeterminowana by mnie zarżnąć na miejscu…
  • Dziwisz się!? - spojrzała na niego z wyrzutem, mimo iż to raczej on powinien być tutaj tym poszkodowanym… - Przymierze i Horda są w ciągłym stanie wojny na Draenorze! Horda się nie cacka, mogliby ją skazać za zdradę, mimo iż obydwoje przyczyniliście się do tylu cudów na świecie…
  • Cudy nie istnieją. - Cain oparł się na krześle, huśtając się na nim… wręcz prosząc się o wywrotkę.
  • A gobliny nie są chciwe. - Shaulen za to siedziała dostojnie, wręcz kontrastując co do wyjątkowo wyluzowanej postawy swojego byłego…
  • Ta... Przejdźmy może do tego, co powinniśmy. Dowiedziałaś się czegoś ciekawego?

Czarodziejka, ubierając swoje okulary, nieproporcjonalnie mniejsze niż jej oczy, zaczęła coś grzebać w torbie. Wilczek nawet się tym nie zainteresował, wiedział że pewnie szuka jakiegoś pisadła. O Bogowie, jak się mylił… Rudowłosa położyła na stoliku mały holografik, urządzenie do zapisywania różnych informacji w formie przenośnego dysku, stworzonego przez Eredarów… zwanych Draenei, według aktualnej terminologii. Zasilane było magią tajemną, więc potężny czarodziej mógł zapisać ogromne ilości danych w takim małym gadżecie mieszczącym się w sakiewce…

  • Po co ci Holografik?
  • Nie wszystko mam w książkach, wiele miałam zapisane na dysku. Praktycznie wszystko co poznałam z wykopalisk jest w tym małym urządzonku, więc jeśli mi go zepsujesz wręcz wybłagam Marlent by ci skopała tyłek aż do Maelstormu.
  • Nie bij…- Prawie 4 lata dawnego związku nauczyły go jednej rzeczy: Obydwie potrafią tak uderzyć, że pokonanie ich wymagało by potężnego sprzętu i przynajmniej 20 chłopa... a i tak pewnie by kilkanaście razy wszyscy padli zanim by choćby zmęczyłoby się tą dwójkę…
  • To nie prowokuj.

Wilczek wzruszył ramionami i położył rękę na Holografiku, uruchamiając go. Przed ich oczami pojawił się mały interfejs zapisany po Thallassiańsku, rodzimym języku elfów. Dla Caineghis'a nie była to jednak przeszkoda, oj nie. Mężczyzna płynnie przeszedł do zapisków związanych z powstaniem świata, szukając już pierwszego możliwego wpisu głosowego.

  • Bardzo długie to będzie?
  • A przyniosłeś sobie poduszkę?
  • Nie…
  • To będzie cię kark bolał...

Cain westchnął ze zrezygnowaniem, szykując się na naprawdę długi wykład w wykonaniu komputerowego głosu holografika. Mógł się tego po niej spodziewać: była bardziej leniwa niż jej kot, który był wręcz nemezis Wilczka. Rudy, gruby i z naprawdę ostrymi pazurami, ten wredny szczur wręcz promieniował złem… a imię tego szatana było bardzo niewinne.
Zwał się Rodrigo, chociaż Caineghis wolał tytułować go Czwartym Przywódcą Legionu.

Holografik wczytał swoje archiwa, uruchamiając pierwsze nagranie opowiadające o mitycznym powstaniu świata… i na co komu książki, gdy ma się taką fajną technologię?