Recenzja muzyki z Legacy of the Void

Recenzja muzyki z Legacy of the Void

Starcraft od zawsze był znany z kultowej oprawy muzycznej - od SC1 po HotSa otrzymywaliśmy wspaniałą mieszankę muzyczną. Wreszcie mamy okazję poznać finał serii: po partyzanckiej walce Raynora i przejmowania kontroli nad rojem przez Kerrigan, stajemy przed zadaniem odzyskania ojczyzny przez protosów. Jaki nastrój muzyczny zaserwował nam Blizzard? Przekonajmy się!


Na wstępie uwaga:

*** W artykule pojawią się liczne nawiązania do fabuły gry ***

Jeśli jeszcze nie ukończyliście kampanii - zachęcam do odłożenia tego materiału na później.


Wyczekiwałem z niecierpliwością na ten album... a także z lekkim zaniepokojeniem. Muzyka do tej części musiała mieć oczywiste nawiązania do części pierwszej StarCrafta (podobnie jak poprzednie dodatki). I o ile w przypadku WoLa łatwo było odtworzyć rockowe tony z utworów Terran1-3, a HotSa psychodeliczne wręcz utwory nawiązujące do Zerg1-3... to Legacy łatwego zadania nie miało. Wydaje się, że z klasycznej muzyki motyw protossów był najmniej wyrazisty. Co mam na myśli? Ano spróbujcie zanucić jakiś motyw protossów z pamięci :)

Posłuchajmy zresztą jak brzmiał stary motyw:

Brak tu takiego kopnięcia! Ale.. nie jest to wada. Z założenia mieszkańcy Aiur byli kosmitami, obcymi pełnymi tajemnic. Doskonale ta muzyka oddawała ich charakter.


Ale przejdźmy do czasów obecnych. Legacy of the Void zadebiutowało wraz z oficjalnym soundtrackiem:

  • Całkowita długość: 59min (WoL: 1h 7min, HotS: 1h 14min)
  • Ilość utworów: 21


Jak to zwyczaj każe w produktach tego typu od Blizzarda - album otwiera utwór definiujący całą grę. I tak w porównaniu do 'Wings of Liberty' oraz 'Corruptors'... otrzymujemy najkrótszy utwór tego typu, zaraz po głównym motywie WoWa, z gier na Battle.necie 2.0. No! Drogi Blizzardzie - 3:47 w porównaniu do ponad 7min utworów otwierających pozostałe dodatki?! To dyskryminacja protosów!

Ale skupmy się na samym utworze - The stars our home - możemy go odsłuchać w menu głównym gry. Otwiera się bardzo dynamicznie na słuchacza, jakby chciał oznajmić, że żarty się skończyły - nadchodzi ostatni fragment smutnej historii Pierworodnych.Cała kompozycja jest wyrazista, oraz mocno zapadająca w pamięć. Po jego odsłuchaniu zniknęły moje wcześniejsze obawy - tossi otrzymali swój porządny i rzucający się w ucho motyw symfoniczny!


Album przechodzi przez całe spektrum. Mamy tutaj zarówno mocne utwory melancholijne jak i pełne dramatu. Wspólnym tematem dla wszystkich jest duża pompatyczność - dla niektórych to zaleta, dla innych wada. Mi osobiście brak utworu odciążającego nastrój - takiego "Heaven's Devils" z WoLa.

Każdy utwór reprezentuje unikalny motyw - brak tu syndromu jednego motywu głównego, który się przewija przez cały album. Ale z drugiej strony - często pojawia się niedosyt. Ledwo rozpocznie się ciekawszy utwór, to już się kończy - brak tu miejsca na nabranie rumieńców kompozycji. Zresztą porównując z HotSem, w którym średnio utwór trwa 7min, LotV wypada kiepsko - średnia długość leży poniżej 3min. Owszem, da się w tym czasie zmieścić dobre kawałki muzyczne, ale na dłuższą metę daje to wrażenie pociętego albumu.


Skupmy się na konkretnych utworach, które wyróżniają się z całej ścieżki:


Khala's End - już w pierwszym po otwierającym utworze otrzymujemy nostalgiczny utwór opowiadający o utracie przez Templariuszy Khali. Chór doskonale oddaje doniosłość i wagę sytuacji.


Attack on the Korhal - mocny utwór zawierający odniesienia do motywów Terran.


The Fall os Shakuras - bardzo doniosły moment w historii gry został bardzo dobrze oddany przez narastanie napięcia oraz przepiękny motyw kulminacyjny kompozycji.


The Golden Armada - chyba najbardziej wyrazisty utwór w całym albumie - myślę że możecie go bardzo dobrze kojarzyć z normalnej rozgrywki w Legacy - nie dało się go przeoczyć. Doniosłe i motywujące tony idealnie pasują do walki.


Unity - kolejna z tradycji Blizzardowych: muzyka z trailera. Podobnie jak utwór otwierający album musi być niebanalny, unikatowy.. oraz jak to mówią - "ociekający w epickość". Spełnia swoje zadanie, choć sądzę, że daleko mu do klasyków jak "Arthas my son".


Second chances - możemy go wysłuchać w końcowym filmie w grze. Idealnie odwzorowuje tą scenę.. choć ponownie: utwór wydaje się ucięty! Ledwo się rozwinęła akcja w 1:20, to już się kończy.


The Firstborn - warto na niego zwrócić uwagę chociażby z powodu bardzo dużego odniesienia do motywu z SC1 - to nowoczesna wersja muzyki z pokoju ze wstępem do protoskich misji.


The Spear of Adun - tajemniczy i mistyczny, oddający klimat panujący na legendarnym statku. Przedstawia również nadzieje jakie rozbudziła ta jednostka u jej pasażerów.


No i dochodzimy do ostatniego utworu, zamykającego płytę: My life for Aiur. Możemy w grze go doświadczyć podczas przemowy Artanisa przed inwazją na Aiur. Ta kompozycja jest.... genialna. Prezentuje w wspaniały sposób doniosłość chwili, przy okazji uwypuklając ile protosi poświęcili dla swojej ojczyzny. Ale niestety znowu uderzamy w ścianę - 2:16! Tylko 2:16min! Gdy tylko trąbki osiągają moment kulminacyjny, to utwór się kończy...


Podsumowując:

Album świetnie pasuje do atmosfery w grze - zaprezentowane motywy ładnie określają historię protosów, oraz towarzyszą im w ich nowych przygodach. Całość słucha się naprawdę przyjemnie. Jednakże sam album sprawia wrażenie na szybko złożonego z wyciętych fragmentów stworzonych na potrzeby filmów - brak tu dłuższych, bogatszych kompozycji.

Brak również jednej wielkiej kulminacji muzycznej w albumie - w WoLu mieliśmy doskonały 'The Shadowdown", w HotSie już ciężej było tego doświadczyć, ale zawsze końcówka "Whispering from the Stars" wieńczyła album, wskazując dodatkowo że to jeszcze nie koniec. A w Legacy, które jest ukoronowaniem tak dużej serii, owszem dostajemy piękne My life for Aiur, jednakże utwór nie kończy się tak, jak powinien się kończyć soundtrack z finału StarCrafta 2! Bo zamiast gromkiego "udało się! galaktyka jest bezpieczna!" otrzymujemy przekaz, że jeszcze coś się ma dziać. Wiadomo - historia pozostaje otwarta, a StarCraft 3 fajna rzecz! Ale ale chyba za tyle lat powinniśmy otrzymać jakiś finał?

A zatem co z tym fantem zrobić? Proponowałbym wydać jakaś specjalną edycję tego soundtracku. Motywów jest całe mnóstwo, przy ich odpowiednim dobraniu może wyjść doskonały album, który trwałby ponad dwie godziny, a przy czym nie pozwalał się znudzić słuchaczowi.


Oceny:

  • Muzyka w grze: 9+/10
  • Muzyka w albumie: 7/10


Muzykę można nabyć na iTunes, fizyczna wersja jest dodawana do edycji kolekcjonerskiej Legacy. Można również całość odsłuchać na Youtube.