Bez względu na koszt. Historia Starcrafta, cz. 5

Bez względu na koszt. Historia Starcrafta, cz. 5

- Mam wątpliwości, Arcturus – zaczęła Kerrigan przez intercom – nie sądzę, żeby ktokolwiek zasługiwał na taki los, by zsyłać na niego plagę zergów…

- Wiem, że masz osobiste odczucia na ten temat, ale nie pozwól swojej przeszłości zaćmić tego wyroku. Wykonaj rozkaz, poruczniku.

- Tak jest – odpowiedziała bez przekonania Kerrigan.

Zaprawione już w boju oddziały pani porucznik przebiły się przez zewnętrzne fortyfikacje obozu Konfederatów. Po umieszczeniu emitera na miejscu, Sara zgłosiła się znów do Mengska.

- Gotowe. Obiecaj mi jednak, że nigdy więcej tego nie powtórzymy.

- Zrobimy cokolwiek będzie trzeba, żeby ocalić ludzkość – zaczął ostro Mengsk – nasza odpowiedzialność jest zbyt wielka, by robić mniej.

Zergi, zwabione emiterem fal PSI, spadły niczym zaraza na niespodziewające się niczego oddziały Konfederacji i obróciły wszystko w perzynę. Po raz kolejny protoska flota, pod dowództwem wysokiego templariusza Tassadara, przybyła i spaliła obszar, w którym pojawiły się robakowate stwory.

Na pokładzie Hyperiona, orbitującego nad Tarsonis, Arcturus zebrał wszystkich swoich dowódców.

- Oto nastał czas, by wymierzyć ostateczny cios Konfederacji. Zanim jednak uderzymy na samo Tarsonis, musimy rozbić najbardziej umocniony punkt ich defensywy. Generał Duke wprowadzi was w szczegóły.

Generał, do czego zdążył już wszystkich przyzwyczaić, podjął się leniwie wprowadzenia w szczegóły. Zdawało się, jakby po raz setny powtarzał to samo.

- Broniłem Tarsonis w ponad trzydziestu wielkich bitwach, znam jego obronę na wylot. Istnieją trzy główne platformy orbitalne, które służą za mury obronne Konfederacji. Jeśli zaatakujemy centralną platformę, powinniśmy wyrządzić wystarczająco szkód, by pozwolić niewielkiemu oddziałowi przedostać się przez obronę planety i rozbić ich satelity.

- Generale, jestem pod wrażeniem – powiedział Raynor. Gdyby miał możliwość, wzniósłby teraz toast za plan Edmunda – nigdy nie sądziłem że zgodziłbyś się na atak frontalny.

- Cóż, Konfederacja ma szwadron Delta i Omega, których piechota broni platformy. To jednak nic w porównaniu ze szwadronem Alpha, którym dowodzę.

- Jasne – uciął Jim, przypominając sobie, co za szują okazał się być generał jeszcze kilka dni temu.

Krążownik Duke’a wraz z kilkoma myśliwcami i transportowcem zleciały na centralną platformę. Radar przy mostku generała cały migał od czerwonych punktów oznaczających wrogie oddziały. Wykorzystując znajomość systemów obronnych Konfederacji, Duke niszczył wieżyczki jedna za drugą. Wspierany piechotą napotykał minimalny opór ze strony broniących, a ci wydawali się zaskoczeni widokiem szwadronu Alpha, który atakuje własną frakcję. Próby powstrzymania generała okazały się jednak daremne a każdy, kto wchodził im w drogę, kończył cięższy o kilka kul ołowiu.

Krążownik bezlitośnie równał z poziomem platformy wszystkie budynki obronne, które znajdowały się na jego radarze.

- Mówi Duke. Emitery są zabezpieczone i podłączone.

- Emitery? Kto wydał zgodę na użycie emiterów?! – włączyła się nagle Kerrigan.

- Ja, poruczniku – odparł tak po prostu Mengsk.

- Co? Konfederaci już na Antidze dostali za swoje! Teraz zamierzasz użyć zergów do zalania całej planety?! To szaleństwo!

- Ona ma rację, stary. Przemyśl to – włączył się teraz Jim.

- Przemyślałem to, uwierzcie mi. Wszyscy otrzymaliście swoje rozkazy, więc je wykonajcie.


Niczym sygnał radiowy, połączone siły emiterów fal PSI sięgnęły daleko do najbardziej odległych zakątków sektora terran, ściągając miliardy zergów do Nowego Gettysburga - stolicy Tarsonis. Zergi, zalewając najlepszą obronę Konfederatów, ruszyły by zniszczyć główne miasta na Tarsonis i jej centra przemysłowe.

Znów, na Hyperionie, Mengsk wezwał do siebie swoich dowódców. Raport, który czekał na wszystkich, informował o kilkudziesięciu okrętach wojennych protosów, które zmierzały do Tarsonis. Ich kurs pokrywał się dokładnie z głównym ulem zergów. Mengsk pogładził brodę w zamyśleniu. Jego plan mógł się rozsypać przez tę interwencję.

- Jeśli protosi zaatakują zergi, Konfederaci mogliby uciec. Porucznik Kerrigan – ruszysz z oddziałem by stawić czoła protosom. Kapitan Raynor i generał Duke zostaną na pokładzie Hyperiona – już się chciał rozłączyć, gdy odezwał się Jim.

- Najpierw sprzedajesz wszystkich na tej planecie zergom, potem wszczynasz wojnę przeciw protosom? I chcesz, żeby Kerrigan poszła tam sama, bez żadnego wsparcia?

- Pokładam absolutną pewność w zdolności Kerrigan odnośnie powstrzymania protosów – powiedział Arcturus i rozłączył się.

- Pierdolenie… - podsumował Jim – Kerrigan, słyszałaś to?

- Tak, słyszałam. Właśnie zmierzam na planetę. Arcturus wie, co robi, a ja nie mogę go teraz zostawić.

- O proszę. Nigdy nie myślałem o tobie jak o czyjejś marionetce.

Jim również się rozłączył i odszedł od monitora. Chwilę jeszcze chodził po pomieszczeniu, które było jego sypialnią, biurem, domem. Patrzył z okna statku na odległą planetę. Kerrigan pewnie już tam jest.

Nie wytrzymał, wrócił do intercomu i połączył się z Sarą.

- Kerrigan, dlaczego to robisz? Słuchaj, wiem o twojej przeszłości, w sensie, słyszałem plotki. Wiem, że byłaś częścią tych eksperymentów od zergów, a Mengsk cię uratował… Ale tego już mu nie jesteś winna. Do diabła, ja ci ratowałem tyłek wiele razy!

- Jimmy, nie bądź już rycerzem w świetlistej zbroi. Ta zbroja ci pasuje, ale ja tego teraz nie potrzebuję. Nie potrzebuję być ratowana – wiem, co robię. Protosi zniszczą całą planetę, nie tylko zergi. Wiem to, bo… - zawahała się na chwilę – cóż, po prostu to wiem. Jestem duchem, pamiętasz? Jak już poradzimy sobie z protosami, zajmiemy się problemem zergów. Arcturus nam pomoże – wiem, że tak będzie.

- Mam nadzieję, że masz rację, skarbie. Miłego polowania.

Jim rozłączył się. Usiadł przy swoim biurku i starał się robić wszystko, żeby już nie myśleć o Kerrigan i piekle, które miało się rozpocząć na Tarsonis. Zamknął oczy i odchylił się do tyłu. Nie spał jednak, a wyciszył się i uciekł myślami daleko. Czuwając tak wyczekiwał, aż interkom znów zaświeci się z wiadomością od Sary.

Na Tarsonis Kerrigan i jej oddziały strzelały do wszystkiego, co zbliżało się do linii obrony stolicy. Choć wszędzie szalało istne piekło, Kerrigan ze swoimi żołnierzami odpierali wszystkie ataki – zarówno zergów, jak i protosów. Arcturus włączył intercom, gdy akurat jednego z marines poniosła fantazja zabijania.

- O, tak! Zmiażdżyć te stwory!

- Spokojnie, tam na dole. Pamiętajcie nasz plan. Zergi mają pozostać nietknięte. – Powiedział do całego oddziału na Tarsonis Mengsk.

Kerrigan odezwała się natychmiast…


"Flota utraciła kontakt z oddziałami naziemnymi w Nowym Gettysburgu. Generał Mengsk rozkazał natychmiastowe odłączenie się floty Korhalu z tarsoniańskiego systemu. Zergi i protosi toczą walkę na całej planecie Tarsonis."

Jim słuchał raportu, a jego biuro wyglądało, jakby przeszedł tamtędy huragan. Rozwalone na pół biurko, przewrócone łóżko, szafy, regały… Myśli kłębiły się po głowie Raynora, a sam chodził w kółko zdenerwowany.

- Nie wierzę! Nie wierzę, że ją tam zostawił! – mówił do siebie – uciekam. Tak! Uciekam, bo będę następny!

- Panowie, wykonaliście fantastyczną pracę – podłączył się Mengsk i zaczął przekaz – pamiętajcie jednak, że wciąż mamy pracę do wykonania. Nasiona nowego imperium zostały zasiane i jeśli mamy zamiar-

- Do diabła z tobą! – przerwał mu Jim, krzycząc do intercomu.

- Popełniasz straszliwy błąd – jak za dotknięciem magicznej różdżki, spokojny nastrój Mengska i powolny ton wypowiedzi nagle się ulotnił. Mówił szybko i brzmiał wrogo – nawet nie myśl, żeby mi wchodzić w drogę! Poświęciłem zbyt wiele by wszystko miało się teraz rozwalić!

- Masz na myśli poświęcenie Kerrigan? – zapytał obojętnie Jim.

- Pożałujesz tego – szybka wymiana zdań się nie kończyła – nie sądzę, żebyś zdawał sobie sprawę z mojej sytuacji. Nic mnie nie powstrzyma. Ani ty, ani Konfederaci, ani protosi… Nikt! – krzyczał do intercomu Mengsk. Oddalił się lekko od kamery, uniósł dłonie wysoko by ekran wyświetlał jego całą postać – będę rządzić tym sektorem albo go zniszczę! Jeśli spróbujesz - Mengskowi tym razem przerwał komputer, recytując raport.

- Flotowa jest gotowa do odlotu. Czeka na rozkaz.

- Niech cię pochłonie piekło, Mengsk! – krzyknął znów Jim, od jakiegoś czasu będąc już w drodze do swojego statku. Słuchał wciąż raportu.

- Generał Duke, włączył główne urządzenie obronne na Tarsonis, Działo Jonowe. Należy je unicestwić, aby możliwa była ucieczka.

Jim jakiś czas jeszcze przeklinał w głowie chwilę, w której zadał się z Mengskiem.

- Zabawne – znów mówił cicho do siebie – jeszcze kilka dni temu Arcturus był rebeliantem, prowadzącym krucjatę przeciwko Konfederatom. A teraz on jest prawem, a ja przestępcą. I ja mu, cholera, pomagałem… Nie powinienem był pozwolić Kerrigan iść samej.

Myśli te rozwiał bojowy nastrój jego żołnierzy. Czekali na niego na platformie obronnej, unoszącej się w przestrzeni nad Tarsonis. Napędzani nienawiścią do synów Korhalu i Konfederatów, Jim i jego ludzie przedarli się przez oddziały wroga, zostawiając za sobą zniszczenie i śmierć. Po rozwaleniu działa, wrócili na statek i odlecieli. Na wszystkich ekranach statku włączono specjalnie nadany przekaz, aby nikt nie miał wątpliwości, że terranie zastąpili po prostu jednego tyrana, drugim.