Desperacki sojusz. Historia Starcrafta, cz. 3

Desperacki sojusz. Historia Starcrafta, cz. 3

Gdyby ktoś przespał ostatnie tygodnie i obudził się dopiero teraz, prawdopodobnie postradałby zmysły. Najpierw jakiś super zaawansowany statek kosmiczny niszczy Chau Sarę, kilka dni później rój robalopodobnych stworzeń zalewa Mar Sarę, a Konfederacja wrzuca do aresztu wszystkich, którzy próbują bronić swoich kolonii! Zalążek niebezpiecznej inwazji nabierał tempa, rozpędzał się niczym lawina, niszcząc wszystko na swojej drodze. Konfederacja jednak stała nieugięta przy swoich decyzjach – nikomu nie wolno walczyć z zergami. Szerokie ramie władzy konfederatów obejmowało dalekie światy, a ich wywiad sięgał głęboko. Każdy, kto chciał walczyć, trafiał za kraty zanim zergi pojawiły się w pobliżu domostw. Choć infiltracja była prowadzona na najwyższym poziomie, znaleźli się jednak tacy, których prawo Konfederacji nie obejmowało. Ci, których wygnano, którym wypowiedziano wojnę, stawiani na piedestale wrogów cywilizacji i dobra społecznego. Synowie Korhalu.

Mimo wysadzenia rodzimej planety ponad dziesięć lat temu, Arcturus Mengsk nie zrezygnował z walki. Czas okazał się jego sprzymierzeńcem, a cierpliwość filarem strategii. Ile w działaniu Synów Korhalu było szlachetności, a ile tylko ocieplania wizerunku ekstremistycznej bandy – nie wiadomo. Podjęte jednak przez niego działania ostro odbiegały od rozporządzeń Konfederacji, a ludziom się to spodobało.

Arcturus ze swoją grupą ujawnił się po raz pierwszy podczas ewakuacji ludności cywilnej z jednej z radiolatarni. Ruszył tam niezwłocznie ze swoimi oddziałami, powstrzymując zergów i ratując życie wielu nieszczęśników. Robota czysta i wykonana zawodowo. Mengsk, ku uciesze ludzi, utarł nosa Konfederacji odbijając statek, na którym więziono Raynora i jego oddziały. Jim Raynor, były szeryf i człowiek z głową na karku rozumiał, co się święci. Mimo wątpliwej reputacji Mengska i reszty tej świty, zdecydował się walczyć ramię w ramię z nimi. Tak, skreślając raz na zawsze to, co łączyło go z Konfederacją, został teraz bandytą. Międzyczasie rój zergów zalał już prawie całą kolonię Mar Sara, a żołnierze i urzędnicy Konfederacji, niczym angielscy dżentelmeni, niezauważeni opuścili planetę.

Widząc w tym chaosie szansę, Mengsk skierował Raynora do wojskowej placówki Konfederatów, by ten wykradł plany broni i urządzeń, nad którymi pracowali rządowi. Przeciwnik na pewno nie będzie spodziewać się użycia jego własnej broni.


Raynor i jego ludzie wysłali kilku strażników do wąchania od spodu kosmicznych kwiatków i przedarli się do centrali placówki. Tam jednak, ku swemu zaskoczeniu, znaleźli zergi złapane w klatkach niczym zwierzęta. Jim natychmiast połączył się z Mengskiem.

- Nie wierzę! Zergi!

- Uwierz. – Odpowiedział stanowczo Arcturus. - Słyszałem o zergach wśród Konfederatów już rok temu. Wygląda na to, że rząd od dawna wiedział o tych stworzeniach. Po tych klatkach wnioskuję, że chyba nawet je tu hodowali. Tak czy inaczej, to musi zaczekać. Kontynuujcie, znajdźcie i odbierzcie te dyski.

Nie trwało długo nim Jim z załogą przedostali się dalej i odnaleźli dyski. Transportowce zabrały ich na drugi księżyc Antigi, a tam łup poddano dogłębnemu sprawdzeniu.

Lampka przy monitorze z intercomem zapaliła się na zielono, informując o nowej transmisji. Raynor włączył przekaźnik, a na ekranie pojawił się Mengsk.

- Jimie, wykonałeś doskonałą pracę wykradając te dyski. Z każdą odkodowaną informacją zaciśnięta pięść Konfederacji powoli puszcza trzymane światy. Jednakże… Nasza praca jeszcze się nie zakończyła. Mój porucznik, druga dowodząca, Sara Kerrigan wprowadzi cię w szczegóły.

Ekran z Mengskiem zmniejszył się, a obok pojawiła się druga ramka. W niej piękna, rudowłosa dziewczyna. Od razu przeszła do szczegółów operacji, nie pozwalając Jimowi skupić się na jej doskonałej twarzy.

- Do rzeczy. Nasze źródła mówią, że Antiga Prime gotowa jest do walki z Konfederacją. Niestety jednak, ci zdają sobie sprawę ze zbliżających się kłopotów. Wielki oddział Szwadronu Alpha, pod dowództwem generała Duke’a, założył w pobliżu bazę.

Raynor, jak zahipnotyzowany, patrzył wciąż na twarz Kerrigan. Nawet wtedy, gdy zaczął mówić Mengsk.

- Kerrigan, wspomożesz Raynora i jego ludzi. Uwolnicie kolonistów i okażecie nasze dobre intencje mieszkańcom Antigi. Chcę, żebyś pozbyła się oficerów Duke’a, Jim posprząta resztę.

Jim czekał w swoim sępie, gdy obok pojawiła się Kerrigan. Nawet nie zauważył, skąd przyszła. Znów, jak przy pierwszym spotkaniu, od razu przeszła do raportu.

- Kapitanie Raynor! Przeczesałam już okolicę i – urwała na chwilę. – Ty świnio!

- Przecież nic nie powiedziałem – broniąc się, odparł Jim.

- Ale pomyślałeś o tym…

- No tak! – Raynor poczuł lekkie zażenowanie. – Telepatka. – Wiedział, że dalsze tłumaczenia nie mają sensu, a tym bardziej kłamstwa. Postanowił jak najszybciej zapomnieć o całym incydencie. – Po prostu zróbmy to, po co nas przysłano, ok?

- Pewnie.

Ku zaskoczeniu Jima, Kerrigan nie komentowała dalej tego zajścia, tylko uśmiechała się jeszcze jakiś czas. Czując ten dziwny przypływ siły i naładowanie endorfnami, Raynor rozpoczął ze swoim oddziałem atak. Dzięki zniszczeniu wieżyczek przeciwlotniczych, Kerrigan mogła użyc swoich zdolności ducha, przenikając między oddziałami wroga pozostając niewidzialną. Włamała się do centrum dowodzenia, gdzie oficerowie nie mieli żadnych szans. Wystarczyło kilka kul z karabinu z zamontowanym tłumikiem, by otworzyć drogę ludności Antigi Prime do otwartej rewolucji.

Tymczasem wysoko na orbicie, Norad II musiał wypić piwo, którego Konfederaci sami sobie nawarzyli. Mutaliski i skaziciele, latający odłam roju zergów zaatakował generała Duke’a. Ten, bez szans wobec tak licznej grupy przeciwników, musiał ulec.