GSL 2017 - grupy F i G

GSL 2017 - grupy F i G

W tym tygodniu w związku ze zmianami w kalendarzu rozgrywek Code S, dwie ostatnie grupy rozegrane zostały dzień po dniu a my poznaliśmy czterech ostatnich graczy, uzupełniających Ro 16. Kto się załapał a kogo musieliśmy pożegnać?

Zmiany w kalendarzu rozgrywek podyktowane były hucznie obchodzonym w Korei świętem, rozpoczynającym Nowy Rok Księżycowy, które pokrywało się z sobotnim terminem rozgrywania meczów w ramach Code S. Z tego to powodu w zeszłym tygodniu pozostałe grupy zostały rozegrane kolejno w środę i czwartek. To właśnie poprzez nawarstwienie się wielu fantastycznych meczów do przeanalizowania, nasz artykuł wychodzi z lekkim opóźnieniem, ale postaram się zrekompensować to Wam obszernością tej relacji. Przygotujcie więc suchy prowiant, zadbajcie o uzupełnianie płynów i zapraszam do czytania!


Grupa G

W pierwszej kolejności mogliśmy oglądać zmagania w przedostatniej grupie Code S. W środowy wieczór zmierzyli się ze sobą Stats (P), Ryung (T), ByuN (T) i DRGLing (Z). Już na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że była to grupa nierówna, łącząca bardzo utytułowanych graczy (Stats, ByuN) ze znacznie mniej doświadczonymi partnerami. Kolejny raz okazało się jednak, że to nie tylko tytuły i rankingi świadczą o umiejętnościach danego gracza, a o zwycięstwie w serii często decyduje dyspozycja bieżącego dnia.


Faworyci nie zawodzą

Pierwsze starcie wieczora to pojedynek ByuN'a z DRGLingiem. W pojedynku z młodym zergiem, aktualny mistrz świata z Blizzconu odniósł zdecydowane zwycięstwo, jednak nie ustrzegł się bardzo wielu błędów, które z pewnością zostałyby boleśnie ukarane, gdyby mierzył się z bardziej doświadczonym graczem. W opisywanej serii ByuN wciąż zachwycał swoim micro Marines, oraz wielozadaniowością, ale jednocześnie w niewymuszony sposób stracił wiele jednostek poprzez zwykłą nieuwagę. Odniosłem wrażenie, że terranin nie do końca poważnie traktuje swojego oponenta, który nie był jednak w stanie wykorzystać rozkojarzenia ByuN'a i po dwóch mapach musiał uznać jego wyższość.

W kolejnym pojedynku, mogliśmy zobaczyć dość ciekawe PvT. Stats poradził sobie ze swoim oponentem, jednak Ryung pokazał w tym meczu swój duży potencjał i był w stanie wykorzystać błędy bardziej doświadczonego gracza, zwłaszcza na drugiej mapie starcia. Opisywany mecz pokazał kilka sposobów poradzenia sobie protosa z presją Liberatorów. W pierwszej rundzie, w reakcji na dużą ilość tych jednostek po stronie terranina, Stats sięgnął po Tempesty, których ogromny zasięg okazał się być prawidłową odpowiedzią na zagrożenie powietrznej floty Ryunga. W finałowej rundzie Stats pokazał cząstkę swego geniuszu, w perfekcyjny sposób wykorzystując Force Field by uniemożliwić rozproszenie terrańskiej armii, by następnie zadać decydujący cios (kluczowy moment 51:06).


Hero of the storm

Kiedy wszyscy zawodnicy z tej grupy mieli już za sobą pierwsze mecze, przyszedł czas na rozstrzygnięcie kto awansuje jako lider grupy G. O ten przywilej zmierzyli się ze sobą w porywającym pojedynku Stats i ByuN. Pierwszy cios zadał Stats. W szybkiej, ekscytującej grze, w której obaj gracze pokazali niesamowite umiejętności micro gry to protos był ostatecznie górą. Rozjuszony tą porażką terranin szybko jednak doprowadził do wyrównania: zwycięstwo na drugiej mapie dało mu agresywne użycie Liberatorów, oraz wykorzystanie błędu przeciwnika, który nie był w stanie przejść z armii Fenix/Adept do bardziej złożonej kompozycji. W decydującej rundzie szala zwycięstwa przechylała się kilkukrotnie na stronę to jednego, to drugiego z graczy. Po bardzo agresywnej walce pod baldachimem Liberatorów, Stats stracił większość swoich jednostek i wydawało się, że ByuN będzie w stanie sfinalizować swój awans. Protos był jednak w stanie przy pomocy niedobitków swojej armii obronić swoje ekspansje, wzbogacić kompozycję o High Templarów wyposażonych w Storm. Efekt oceńcie sami (kluczowy moment: 48:28).

Stats w elektryzującym stylu awansował do Ro 16, co było sporą niespodzianką, biorąc pod uwagę że w obecnym patchu w starciach PvT to terranie mają pewną przewagę. Wspomniał o tym Nerchio w finale Nation Wars 4, argumentując dlaczego nasza drużyna zdecydowała się na wystawienie przeciw INnoVation (T) zergów Elazera (Z) zamiast protosów MaNy (P). ByuN wciąż zachowywał szanse na awans z drugiego miejsca, zanim jednak miał okazję znów powalczyć o Ro 16, musiał poczekać na rozstrzygnięcie w meczu przegranych.


Walka w dole tabeli


Mecz ostatniej szansy w grupie G był bardzo interesujący, ale niezbyt wyrównany. Od początku serii przewaga była po stronie Ryunga, który w pierwszej grze pokazał świetną znajomość rzadko widywanej w GSL kompozycji - mech terran. Mimo podejmowanych przez zerga prób zmiany układu sił z wykorzystaniem całego arsenału sił Roju, DRGling nie był w stanie przebić się przez pancerz terranina. W kolejnej rundzie Ryung zdecydował się na kompletną zmianę stylu, wykonując bardzo szybki atak z wykorzystaniem kilku Hellbatów i Marines, których dzięki umiejętnemu micro z użyciem Medivaców był w stanie utrzymać w grze wystarczająco długo, by w efekcie zmusić zerga do poddania się. To zwycięstwo przedłużyło szanse Ryunga na pozostanie w Code S, ale jako finałowy boss czekał już na niego ByuN.


Mecz ostatniej szansy

W starciu tych dwóch terran żaden z obserwatorów nie miał najmniejszych problemów ze wskazaniem faworyta. Pierwsza runda zdawała się potwierdzać przewidywania większości komentatorów: ByuN umiejętnie rozproszył uwagę wroga dużym zrzutem w jego głównej bazie, by przeprowadzić frontalne natarcie z użyciem Marines. W drugiej grze to jednak aktualny mistrz świata z Blizzconu miał problemy z uwagą. Najpierw przesadził z agresją, tracąc znaczną część swojej armii, niewiele zyskując wzamian. Prawdziwą katastrofą była jednak podjęta chwilę później próba desantu, która zakończyła się stratą pełnego Medivaca, zanim nawet pierwszy z Marines wylądował w bazie Ryunga. W efekcie tych błędów był zmuszony do poddania mapy, zaś na jego twarzy widać było, że przegrana tej rundy kompletnie wytrąciła go z równowagi i nie jest w stanie odzyskać pewności siebie. Młodszy z terran, widząc że jego oponent wykazuje niecharakterystyczną dla siebie niepewność dostrzegł w tym swoją szansę na zwycięstwo. Dobrze stopniowana presja Ryunga, oraz stopniowe zawężanie pierścienia Siege Tanków wokół bazy ByuNa zmusiły go do podejmowania dość rozpaczliwych prób obrony z wykorzystaniem SCV, ale nawet to okazało się niewystarczające i aktualny mistrz świata musiał pożegnać się z Code S (kluczowy moment: 42:47).

Tuż po zakończeniu decydującego meczu na twarzach obu zawodników było widać, jak wiele kosztował ich ten mecz. Zwłaszcza triumfujący, ale obrazujący najwyższe zmęczenie, wyraz twarzy Ryunga pokazuje jak wiele psychicznego wysiłku wymaga wygrywanie z najlepszymi na świecie, co potwierdził w pomeczowym wywiadzie.


Grupa F

Rozgrywki w tej grupie były chyba najbardziej oczekiwanymi spośród wszystkich grup Code S, przynajmniej po naszej stronie kuli ziemskiej. Wszystko to za sprawą Kanadyjki Scarlett (Z), która jako jedyny obcokrajowiec w historii rozgrywek GSL zakwalifikowała się do Code S. Jej rywalami w grupie byli Classic (P), aLive (T) oraz MyuNgSiK (P).


Kanadyjska nadzieja

Jako jedyny przedstawiciel nie-koreańskiego Starcrafta Scarlett cieszyła się sporym wsparciem kibiców z całego świata. Jej pierwszym rywalem w drodze do sukcesu w Code S byl MyuNgSiK. Koreański protos w pierwszej grze zaryzykował proxy Robotics Bay, jednak dzięki solidnej obronie Kanadyjka dość łatwo odwróciła losy tej rundy na swoją korzyść. Na kolejnej mapie protos zdecydował się na Dark Templar/Zealot push, ale Banelingi Scarlett przetoczyły się po armii MyuNgSiK'a, wymazując go z mapy i odsyłając do meczu przegranych (kluczowy moment: 33:37).

W drugiej parze mogliśmy zobaczyć jak w starciu z aLive poradzi sobie Classic. Protos udowodnił swoją pozycję pośród najlepszych graczy na świecie, w żadnej z dwóch map nie pozwalając aLive na stworzenie poważnego zagrożenia. Również dobór strategii był w przypadku Classica podobny w obu rundach, świetne micro, zwiększanie ilości High Templarów i znakomite wykorzystanie Storm. Oparta o jednostki biologiczne armia aLive po prostu rozpuściła się pod naporem protosów.


Klasyk na szczycie

Uwielbiam oglądać mecze zwycięzców w fazie grupowej. Dwóch naładowanych pozytywnymi emocjami graczy, którzy udowodnili już swoje umiejętności i są pewni siebie do granic możliwości. W tych starciach mniej chyba interesuje ich awans (zawsze jest szansa na akces poprzez drabinkę przegranych), co pokonanie rywala, udowodnienie swojej pozycji na szczycie grupy. Zarówno Scarlett jak i Classic w pierwszych swoich grach pokazali totalną dominację na mapie i ich pojedynek zapowiadał się naprawdę interesująco. Pierwszą bombę zrzuciła Kanadyjka: na mapie Daybreak (pol. Świt) zdecydowała się na proxy Hatchery. Jej oponent jednak bardzo szybko zauważył obraną przez nią strategię i błyskawicznie skontrował to, budując dużą ilość Photon Cannon, co zdecydowało o jego zwycięstwie. Grająca zergami zawodniczka nie zraziła się jednak tym niepowodzeniem i w kolejnej, nieco wolniejszej rundzie udowodniła przy pomocy Roachów dlaczego tak wielu koreańskich graczy wyraża się o jej umiejętnościach z takim szacunkiem (kluczowy moment: 20:15).

Oglądając finałowe starcie tego pojedynku co chwila wstawałem i siadałem na zmianę. Gracze podzielili między siebie ten pojedynek: Classic zaliczył fantastyczny early game, kiedy przy wykorzystaniu Adeptek zniszczył większość dronów Scarlett. Kierująca Rojem zawodniczka z Kanady zrewanżowała się w mid game, gdy przedarła się przez zewnętrzny mur, do bazy rywala gdzie siała spustoszenie w ekonomii protosa przy wykorzystaniu Zerg- i Banelingów. Ostateczne słowo należało jednak do Classica, który świetnie operując swoją armią jednostek powietrznych zniszczył bazę Scarlett, zmuszając ją do poddania się. Niezbyt wylewny zazwyczaj Classic przyznał w pomeczowym wywiadzie, iż to starcie kosztowało go o wiele więcej, niż się spodziewał. Stwierdził, że gra rywalki była na najwyższym, znanym mu dotychczas tylko z finałów dużych imprez, poziomie. Będąc znacznie mniejszym autorytetem w dziedzinie muszę przyznać, że ostatni mecz, który we mnie wyzwolił tyle emocji to finał zeszłorocznego IEM Katowice, w którym Snute (Z) dzielnie walczył z Poltem (T) a ja miałem przyjemność oglądać go na żywo. Zdecydowanie zachęcam do zobaczenia całego meczu, jako że słowami trudno oddać jak bardzo zacięty był to pojedynek!


Stayin' aLive

Mecz przegranych również obfitował w emocje. W pojedynku pomiędzy MyuNgSiK'iem a aLive mogliśmy oglądać bardzo ciekawe TvP. Dużym plusem dla osoby oglądającej ten mecz był fakt, że trudno było wskazać faworyta, jako że w poprzednich swoich grach żaden z nich nie miał nic do powiedzenia. Pierwsza mapa padła łupem protosa, jednak to było wszystko na co tego dnia było stać MyuNgSiKa. W kolejnych rundach często przegrywał walki, które sam niepotrzebnie inicjował, tracił kontrolę nad danym obszarem mapy, co bezlitośnie wykorzystał aLive i to on z tej pary awansował do meczu o ostatnie, premiowane awansem miejsce w grupie.


Nerwowa końcówka

Scarlett i aLive zapewnili nam również wspaniałe widowisko na zakończenie wieczora. Ponadgodzinne Bo3 w ich wykonaniu rozpoczęło się dobrze dla Kanadyjki. Z wykorzystaniem dużego stada Mutalisków i dzięki mistrzowskiemu operowaniu Infestorami, w dwóch decydujących bitwach była w stanie wyeliminować terrańską armię i odnieść zwycięstwo. Druga mapa to popis umiejętności aLive, który fantastycznie rozegrał tę grę pod kątem ekonomii, zapewniając sobie bardzo szybko trzy działające centra, co pozwoliło mu wysforować się sporo naprzód. Kanadyjka ponownie próbowała szczęścia z użyciem Infestorów, tym razem wspieranych przez Roach/Ravagery, ale terrańska piechota okazała się zbyt silna. To zwycięstwo jakby przywróciło wiarę terraninowi, który przez cały wieczór grał poniżej swoich możliwości. W decydującej rundzie aLive, z użyciem ogromnej armii piechoty przedarł się przez umocnienia Kanadyjki i dzięki dobremu rozproszeniu uniemożliwił jej skuteczne wykorzystanie Infestorów. Dobra postawa zaowocowała zwycięstwem, które dało terraninowi awans do Ro 16, jako ostatniemu graczowi w tym sezonie.


Podsumowanie

W zeszłym tygodniu poznaliśmy czterech ostatnich uczestników drugiej fazy grupowej GSL code S w sezonie pierwszym. Do doborowego grona dołączyli Stats (P), Ryung (T), Classic (P) oraz aLive (T).

Rozgrywki w grupach G i F obfitowały w niespodzianki. Za największą z nich należy bez wątpienia uznać słabą postawę ByuN'a. Był to gracz, którego bez wahania obstawiłbym w top4 turnieju, gdy tymczasem jego rywale już w fazie grupowej zrewidowali te oczekiwania. Cieszy bardzo dobra postawa protosów - Classica i Statsa. Wygląda na to, że przedstawiciele tej rasy podszlifowali swoje metody radzenia sobie z terranami, co dobrze rokuje na przyszłość i daje szansę na świetne pojedynki PvT z wysoko rozstawionymi terranami (Maru, INnoVation czy TY). Warto też nadmienić doskonałą postawę Scarlett, która udowodniła, że z Koreańczykami warto walczyć do końca i nigdy nie jest się z miejsca skazanym na porażkę. Zwłaszcza w serii przeciwko Classicowi pokazała, oprócz sporej ilości dobrych zagrań także fakt, że nie traci głowy w trudnych sytuacjach i jest bardzo silna psychicznie.

Losowanie grup w Ro 16 odbędzie się 1 lutego. Czeka nas też kilkudniowa przerwa w rozgrywkach, jako że mecze kolejnej fazy będą rozgrywane dopiero od 8 lutego. Do tego czasu zapraszam do zapoznania się z moimi poprzednimi tekstami, dotyczącymi rozgrywek w innych grupach Code S, oraz zapraszam do śledzenia na bieżąco naszych relacji!