Kryminalista kolonista. Historia Starcrafta, cz. 1

Kryminalista kolonista. Historia Starcrafta, cz. 1

Przeludnienie. Oto kwestia, która spędzała sen z powiek Dyrektoriatowi Zjednoczonej Ziemi (DZZ). Przesiew ludności przez morderstwa, internowania, „przypadkowe” zaginięcia. Żadne z tych nie rozwiązywały problemu, który dawno już osiągnął zbyt wielką skalę. Jednakże bezsenność nie trawiła długo członków Dyrektoriatu Zjednoczonej Ziemi, ponieważ ci w końcu zrozumieli, że tak naprawdę dla wszystkich znajdzie się miejsce. Czasami wystarczy tylko spojrzeć w górę, szczególnie nocą, gdzie wśród miliarda gwiazd mienią się od nich planety. Dzikie, nieznane i przede wszystkim – niezamieszkane.

Jak więc sprzedać bilet w jedną stronę, w daleką podróż ku gwiazdom? Chętnych do takiej drogi nie zgłosiło się wielu, a był to jedyny sposób, by cywilizacja nie zapadła się pod naporem populacji. Selekcja tych, którzy na zawsze opuszczą znaną przestrzeń okazała się prosta. Nie pozostawiała wyrzutów sumienia i służyła społeczeństwu - zwrócono się po niechcianych. Wyrzutki, kryminaliści, przestępcy i wszelakiej maści więźniowie od lat przebywający za kratami z najcięższymi wyrokami. Oto członkowie ekspedycji, którzy otrzymali szansę na nowy, lepszy start. Margines społeczny nie chciany przez nikogo. Wszystko to w ramach idei kolonizacji kosmosu przez Ziemian.

Komory hibernacyjne statków Nagglfar, Argo, Sarengo i Reagan wypełniły się pasażerami. Oglądający Starą Ziemię po raz ostatni, skazańcy zapadali w sen. Statki, obierając kurs, zabierały ich na krańce Drogi Mlecznej. Nieszczęśnicy oddalili się na odległość tak ogromną, iż wierzono, że nie sposób jest ich już namierzyć ze Starej Ziemi. Lecz czy nie tego właśnie chciano?

Wtedy to po raz ostatni załoga i pasażerowie słyszeli o Dyrektoriacie Zjednoczonej Ziemi.

więzień


Z uwagi na niewielką troskę o przyszły los kolonistów, DZZ błędnie oszacowało cel podróży statków. Błąd w nawigacji doprowadził do lądowania i w efekcie kolonizacji trzech sąsiadujących planet, oraz znajdujących się w pobliżu kolejnych dwóch. Nie były to światy, które obrano jako pierwotny cel podróży, jednakże teraz koloniści nie mieli już wyboru. Aby przetrwać, musieli współpracować.

Pośród planet niemożliwych do zamieszkania, w układzie znalazły się również przyjazne. Na nich powstały kolonie Tarsonis, Moria, Umoja, Korhal, Tyrador VIII, Tyrador IX, Brontes, Dylar IV, Chau Sara oraz Mar Sara. Kolonie te utworzyły Konfederację, znaną również jako Konfederację Człowieka. Wszystkie zaś światy ochrzczono Sektorem Koprulu.

Niedługo po ujarzmieniu planet, sektor trawiły już wewnętrzne konflikty. Rosnące w siłę kolonie narzucały słabszym swoje zwierzchnictwo, dążąc do dominacji nad pozostałymi. Stało się jasne, że jeśli kolonie się nie złączą pod wspólnym sztandarem, wkrótce zaczną walczyć między sobą. Czas bynajmniej został wykorzystany na zażegnanie konfliktu. W trakcie ciszy przed burzą powstały dwie największe gildie – znana już Konfederacja Człowieka oraz Sojusz Kel-Morian. W skład tej drugiej wchodziła Kelanijska Gildia Przesyłowa oraz Moriańska Koalicja Górnicza, które połączyły siły w obawie przed agresją Konfederacji. Nieuniknione w końcu nadeszło – wybuchł konflikt. Nikt nie mógł pozostać obojętny tym wydarzeniom, dlatego do walki dołączyły pozostałe kolonie, a samą wojnę nazwano Wojną Gildii.

spalone miasto

Konflikt rozwiązał się zwycięstwem Konfederacji, co, jak się okazało, wcale nie ustabilizowało sytuacji w sektorze. Wiele partyzanckich grup powstało w rebelii, by walczyć z tyranicznym rządem.

Jedna z największych grup rebeliantów nazywająca się Synami Korhalu, była prowadzona przez Arcturusa Mengska. Posiadali swoją kolonię na Korhalu IV, skąd prowadzili operacje na rzecz obalenia rządu. Posiadali, ponieważ rząd Konfederacji zdecydował się raz na zawsze unicestwić zagrożenie ze strony Synów Korhalu, bombardując kolonię pociskami jądrowymi wystrzelonymi z Tarsonis. Jak się później okazało, Arcturusa Mengska nie tak łatwo przestraszyć, ale z pewnością udało się go uciszyć...

I tak, po dziesięciu latach od zakończenia Wojny Gildii, despotyczny rząd Konfederacji Człowieka niezachwianie sprawował władzę nad skolonizowaną przestrzenią. Jednakże ostatnie wydarzenia raz na zawsze zaszyły usta zwolenników paradoksu Fermiego. Oto niezidentyfikowany obiekt latający pojawił się znikąd, wyłaniając się wprost z odmętów kosmosu i zawisł na orbicie Chau Sary. Po swojej obecności nie zostawił nic, oprócz zniszczenia i pyłu, którym teraz stała się kolonia. Konfederacja, obawiając się, że wrodzy kosmici zaatakują położoną obok Mar Sarę, muszą natychmiast podjąć jakieś działania…