Paradoksy Konfederacji. Historia Starcrafta, cz. 2

Paradoksy Konfederacji. Historia Starcrafta, cz. 2

Niespodziewany atak kosmitów zmusił Konfederację do nagłych działań. Obawiając się, że protosi tym razem na cel wezmą Mar Sarę, postanowiono ewakuować mieszkańców, a teren zabezpieczyć.

- Nawiązaliśmy kontakt z obcą cywilizacją. – Zaczął swój meldunek generał Edmund Duke. - Podczas tego spotkania obcy spowodowali, że wyparowała kolonia na Chau Sarze. Zrównali ją z ziemią, a następnie obrócili w perzynę samą planetę. – Generał zamilkł na chwilę, by każdy zdążył się oswoić z tą myślą. – Mar Sara została poddana kwarantannie, a koloniści w tej chwili są przesiedlani na odległe rubieże. Czas operacyjny wynosi 48 godzin.

Jim Raynor, lokalny szeryf, podjął się zadania eskorty mieszkańców Mar Sary. Głosy niezadowolenia rozchodziły się wśród idących. Dało się słyszeć, iż niektóre osoby zaistniałą sytuację uważają za spisek Konfederacji – wiele miesięcy później mieli dowiedzieć się, że nie odbiegli tak bardzo od prawdy. Jim jednak trzymał ludzi w ryzach, pilnując, by nikt nie wykorzystał okazji przesiedlenia do grabieży czy ucieczki.

Pozostała część misji przebiegła bez zakłóceń. Ludzi odprawiono daleko od kolonii. Oczekujące tam promy transportowe wzlatywały załadowane po brzegi i przewoziły mieszkańców na zamieszkałe światy, jak najbardziej oddalone od rodzimej Mar Sary. Dopiero znajdując się w przestrzeni kosmicznej Raynor zrozumiał, jak wielkie mieli szczęście. Właśnie odebrał informację, że Łacha, stacja na Mar Sarze, została zaatakowana przez kosmitów. Gdy Jim wsłuchiwał się w raport, na ekranie monitora pojawiła się twarz generała Duke’a. Widocznie spodziewał się Raynora na stanowisku, ponieważ natychmiast podjął co następuje.

- Otrzymaliśmy już zgłoszenie ze stacji Odwrotnego Prądu i zajmiemy się tym. Ty masz siedzieć na dupie. Jeśli coś się zmieni to pomyślę, czy powinieneś o tym wiedzieć. – Po czym od razu wyłączył przekaz.

- Cholera! – Zaklął do siebie Raynor. – Przecież oni tam dotrą za sto lat…

Zawrócił dwa promy ze swoimi żołnierzami, lądując w pobliżu stacji Łachy.

Po przybyciu na miejsce, Jim Raynor i jego ludzie po raz pierwszy zetknęli się z zergami.

- Co to jest, do cholery? – Zapytał Jim. – Wygląda, jakby ziemia żyła.

Biomasa pulsowała leniwie pod ich stopami. Kleiła się i ciągnęła za podnoszonym butem, a choć przez skafandry nie mogli wyczuć jej woni to coś im mówiło, że musi strasznie cuchnąć.

Im dalsza była ofensywa wojsk Raynora, tym więcej dziwactw znajdywano.

Ludzie, chowający się w bunkrach, majaczyli o robako-podobnych stworzeniach, przed którymi ukrywali się już od kilku dni. To oznaczało, że Konfederacja zdecydowanie się nie śpieszyła z odsieczą do resztek tej kolonii.

Po godzinach żmudnej przeprawy przez gąszcze, biomasę i inne niezidentyfikowane podłoże, jeden z żołnierzy przerwał monotonny marsz krzykiem. Wezwał pośpiesznie szeryfa, meldując zniekształconym głosem przez hełm.

- Znaleźliśmy centrum dowodzenia, ale, do diabła! Ono w żaden sposób nie przypomina normalnego budynku. Całe jest oblepione mackami, wszystko się tam rusza, a na samej górze pulsuje jakiś organ. Zupełnie, jakby budynek żył!

- Nie wiem, co to jest, ale wiem, że nie jest normalne. Spalcie to, chłopaki. – Wydał polecenie szeryf, samemu udając się do centrum, by przyjrzeć się tej abominacji.

Żołnierz z miotaczem ognia miał rację – ten budynek żył. Po kuracji z ołowiu i spaleniu wszystkich odnóży, udało się w końcu zmusić zmutowany twór do odczepienia się od centrum. Ten jednak, bez podtrzymujących go macek, odsłonił liczne popękania i uszkodzenia, zawalając się po chwili. Rozmyślania i analizę stwora przerwał głos generała Duke’a. Zgłosił się przez intercom tak, by słyszał go każdy z obecnych, zwracał się jednak bezpośrednio do Jima.

- Szeryfie Jimie Raynorze. Przez zniszczenie istotnej bazy wojskowej Konfederacji, ty i twoi ludzie pogwałciliście obowiązujące prawo Konfederacji. – Oddział milczał, nie ważąc się przerwać. Po krótkiej chwili generał dodał - Na tę chwilę zostajecie wszyscy aresztowani. Sugeruję, abyście złożyli broń.

Jim od razu, szorstko, skomentował wypowiedź generała.

- Oszalałeś?! Gdybyśmy nie spalili tej fabryki, fala stworów zalałaby całą kolonię! Może gdybyś się tyle nie zbierał żeby tu dotrzeć – przerwał mu nagle generał.

- Prosiłem grzecznie za pierwszym razem, chłopaczku. Nie przybyłem tu, by z tobą rozmawiać. A teraz rzućcie broń.

- Pewnie nie byłbyś w pełni konfederatem, gdybyś tak wszystkich nie wkurwiał.

Twarda postawa jednak na nic się tu zdała. Wkrótce oddział Raynora trafił na statek Norad II, z którego dowodził generał. Zapadała już noc, i choć szeryf przeklinał to aresztowanie, mógł być szczęśliwy, że nie ma go w kolonii.

Źródła: https://youtu.be/
http://starcraft.wikia.com
https://www.reddit.com